sobota, 17 grudnia 2016

Belgijski świat Hercule'a - Spa i Hercule Stout

"Nazajutrz znów ruszyliśmy w drogę. Okolica zrobiła się górzysta. Zrozumiałem, że kierujemy się na Ardeny i wówczas przypomniałem sobie, że Poirot mówił o bracie w Spa. Nie dojechaliśmy do Spa. Nieco wcześniej skręciliśmy z głównej drogi między zalesione góry i trafiliśmy do małej wioski, położonej na zboczu wzniesienia. Samochód zatrzymał się przed zielonymi drzwiami białej willi."

"Wielka Czwórka", Agatha Christie, tłum. Joanna Bartosik, Wyd. Dolnośląskie

Spa, Park Zdrojowy Sept Heures

 Dzięki istniejącej w Wielkiej Czwórce wzmiance o bracie Detektywa¹ w belgijskim miasteczku Spa, zwyczajowo przyjmuje się je jako rodzinne miasto Poirota. 

Co prawda położona blisko Brukseli wioska Ellezelles również rości sobie prawa do bycia miastem Hercule'a (więcej o Ellezelles, pomniku Poirota i lokalnym browarze produkującym Hercule Stout tutaj), ale to akurat Spa było mi po drodze pod koniec listopada.


 
Spa, Galeria Leopolda II w Parku Zdrojowym

 Nazywane w przewodnikach jednym z pierwszych uzdrowisk (tutejsze gorące źródła znane były już w starożytności, wspomina o nich Pliniusz Starszy) Spa gościło między innymi Henryka VIII, cara Piotra I Wielkiego, Aleksandra Dumas Ojca oraz Casanovę. Największy rozkwit miasto przeżywało w połowie XVIII-wieku, kiedy dzięki licznym wizytom koronowanych głów zrobiło się modne i zaczęła do niego napływać śmietanka towarzyska całej Europy.

Dziś jest to ciche uzdrowisko, przepięknie położone wśród wzgórz. Na jednym z nich wybudowano niedawno nowoczesny kompleks łaźni Thermes de Spa, ale w centrum dalej unosi się dystyngowany klimat dawnych lat, widoczny zwłaszcza w uroczym Parku Zdrojowym Sept Heures  - idealnym miejscu dla kuracjuszy na przechadzki

.

Tablica upamiętniająca założycieli Parku Zdrojowego, której towarzyszą sympatyczne żaby (po bokach)

Innym ciekawym miejscem w Spa jest Kasyno - dumne miasto ogłasza, że powstało jako pierwsze w Europie. Założono je w 1763 roku, później uzupełniając o teatr i sale balową. 

Nie można też zapomnieć o źródłach, którymi usiane jest miasto. Lecznicza woda w czterech odmianach jest butelkowana i dostępna praktycznie na każdym kroku. 

 

Spa, budynki Kasyna i Teatru

Spa, źródło cara Piotra  I Wielkiego

Gdzie jednak jest Poirot? 

Przyznaję, że zarówno podczas spacerowania po Spa jak i zbierania informacji przed wycieczką, nie natknęłam się żaden trop Detektywa - nie ma swojej ulicy, pomnika czy pamiątkowej tabliczki, choć na oficjalnej stronie miasta jest zamieszczona wzmianka, że urodził się tu słynny Hercule Poirot. Natknęłam się też na informacje, że ponoć sama Agatha Christie wielokrotnie gościła w Spa, ciężko mi ją jednak zweryfikować. W Autobiografii jeśli dobrze pamiętam nic o tych wizytach nie ma, ale zamierzam to sprawdzić w najbliższym czasie. 

Mam też nadzieję, że niedługo miasto  uhonoruję swojego Detektywa co najmniej elegancką tablicą, a najlepiej szykownym, pełnowymiarowym pomnikiem. 

Zwłaszcza, że choć niewielkie i może nieszczególnie obfitujące w ważne zabytki, moim zdaniem  jest warte odwiedzenia. Posiada zresztą coś szczególnego - prawdziwie staroświecką, nieśpieszną, czarującą atmosferę. Przyjemnie się tu spaceruję, przyjemnie zajada gofry (specjalność prowincji Liege) i popija leczniczą wodę. Łatwo wyobrazić sobie w XIX- wiecznym Spa Poirota jako małego berbecia, który w niedzielę grzecznie idzie z rodzicami do kościoła, a po mszy pałaszuję gorącą czekoladę. 

 

Spa, modernistyczna fontanna w centrum miasta
Spa, fontanna w centrum miasta

W Spa nie udało mi się zrobić sobie zdjęcia z jakąkolwiek podobizną Małego Belga, na pociechę jednak w specjalistycznym piwnym sklepie w Liege kupiłam słynne, nazwane na cześć Detektywa piwo Hercule Stout z browaru w Ellezelles

Nie wiem, co miłośnik Creme de Cassis i słodkich sirops uważałby o złożonym mu hołdzie, ale przyjmijmy, że może gdzieś w jego belgijskim DNA zakodowana była miłość do narodowego napoju. Hercule Stout nie różni się bardzo od typowych ciemnych, belgijskich piw - lekko kawowe, lekko czekoladowe, nie za słodkie, z przyjemną goryczą. 

Wspaniała jest za to butelka - ze świetnie oddaną podobizną Poirota. 

 

Hercule Stout - jeden napoczęty, drugi w zapasie ;)

 Za to miłośnicy Komisarza Maigret na pewno będą chcieli zwiedzić  pobliskie Liege. Okazuję się, że twórca postaci paryskiego komisarza - Georges Simenon był belgiem i urodził się oraz mieszkał jako dziecko właśnie w Liege. Miasto uhonorowało pisarza szlakiem miejsc związanych z jego dzieciństwem oraz ochrzciło jeden z głównych placów placem Komisarza Maigret. Na placu jest też ławeczka na której... 


Liege, Plac Komisarza Maigret i Maigret we własnej osobie z charakterystyczną fajką

Kto wie, może w Spa kiedyś i Poirot zasiądzie na jednej z parkowych ławek...

¹ Zdania czy brat Poirota Achilles istniał naprawdę czy był tylko kłamstwem Detektywa do dziś są podzielone ;)

wtorek, 13 grudnia 2016

"Zamknięta trumna" Sophie Hannah - recenzja

Kiedy dwa lata temu zewsząd bombardowały informacje o nowej powieści z Poirotem, dosłownie nie umiałam usiedzieć na miejscu z ekscytacji i zaraz po premierze Inicjałów zbrodni pobiegłam do księgarni. Potem czekał mnie dość gorzki wieczór z lekturą. 

Wiadomo było, że po wszelkiego rodzaju kontynuacjach czy wariacjach na temat, nie należy spodziewać się cudów, wierzyłam jednak naiwnie, że uznana¹ i zaaprobowana przez spadkobierców Agathy Christie pisarka, zapewni przynajmniej miłą i godziwą rozrywkę.   Inicjały zbrodni były złe. I co gorsza popełniły największą kryminalną przewinę - dużo obiecywały, a po dobrnięciu do rozwiązania, nie zasługiwały na nic więcej poza pogardliwym pfff.

 
Zamknięta trumna, Sophie Hannah, wyd. Publicat


Nie kwapiłam się zbytnio, by przeczytać (a co dopiero kupić) Zamkniętą trumnę, ale pojawiła się w mojej mikołajowej skarpecie. Natychmiast zabrałam się do czytania, bo nadzieja jak wiadomo umiera ostatnia. A nuż okażę się lepsza od poprzedniczki.

Czy jest ciekawsza? Czy może tym razem usnęłam z nudów nie doczytawszy połowy?

 

Już śpieszę z odpowiedzią - a więc...

Jest trochę lepiej. I mam prawo przypuszczać, że jeśli kroi się dłuższa seria książek Sophie Hannah z Herculem (pewnie tak, wszak kto zabija kurę znoszącą złote jajka) to gdzieś w okolicach piątej czy szóstej powieści, autorce może uda się dociągnąć do poziomu np Joe Alexa².

Optymistycznie zacznę od tego co mi się podobało: przede wszystkim - witamy w przytulnym świecie country house mystery. Odludna rezydencja Lillieoaks, wąski krąg podejrzanych i obowiązkowy plan rezydencji dołączony do książki. Hannah trochę nawiązuje do Tajemniczej historii w Styles (wielka posiadłość i grupa osób uzależnionych finansowo od starszej damy) powracając niejako do korzeni Małego Belga. Takie nawiązania zawsze na plus, a ja osobiście nie mam nic przeciwko morderstwom w wiekowych, angielskich rezydencjach, które towarzyszą powieści kryminalnej od początku (Kamień Księżycowy Wilkie Collinsa). 

Kolejny niezły pomysł to postać ekscentrycznej pisarki kryminałów dla dzieci Lady Athelindy Playford (czy tylko ja uważam, że niektóre imiona i nazwiska zarówno w IZ jak i ZT są nieznośnie wydumane?) i wymyślona przez nią Shrimp Seddon - małoletnia detektyw. 
Problemy Lady Athelindy z najnowszą powieścią, przywodzą na myśl zawsze uroczo absurdalne rozterki innej autorki kryminałów i przyjaciółki Poirota - Ariadny Oliver z jej fińskim detektywem Svenem Hjersonem.

I w końcu sama intryga Zamkniętej trumny - nie tak skomplikowana jak w Inicjałach zbrodni, ale też nie tak rozczarowująca. 
W porównaniu do IZ jest zaskakująco przejrzysta i opiera się na niezłym i dość konsekwentnie poprowadzonym pomyśle. Tropy są dobrze rozsiane, przy tym autorka stara się być uczciwa wobec czytelnika i finałowe rozwiązanie może nie dostarcza szczególnych fajerwerków, jest jednak całkiem satysfakcjonujące.

Minusów niestety jest więcej. 
Owszem mamy scenerię jak ze złotej ery kryminału i Lady Athelindę wzorowaną na Ariadnie Oliver, nie ukrywa to jednak faktu, że postacie zaludniające Lillieoaks są wręcz nieprawdopodobnie niesympatyczne, a przy tym płaskie i jednowymiarowe. Ciężko wciągnąć się w historię, której bohaterowie niepokojąco przypominają plastikowe pionki gry Cluedo. Nie wymagam oczywiście nie wiadomo jakiej psychologicznej głębi, ale odrobina wiarygodności by nie zaszkodziła.

Posiadłość, żeby było ciekawiej, Sophie Hannah umieszcza w Irlandii, tylko czy tak naprawdę cokolwiek z tego wynika? Nie ma najlżejsze aluzji czy bogata angielka nie spotyka się przypadkiem z niechęcią miejscowych ani też niczego co dodałoby społecznego tła, lokalnego kolorytu lub po prostu zaciekawiło czytelnika.

I w końcu sam Poirot - podobnie jak w IZ jest jakimś nieokreślonym, poirotopodobnym tworem, który niby wtrąca znane mon ami, mówi zagadkami i cytuje Shakespeare'a (Hannah ambitnie wzorem Pory przypływu stara się włączyć dzieło Barda - tu Życie i śmierć króla Jana do intrygi), ale każdy, kto czytał jakikolwiek kryminał Christie nie da się oszukać nawet na moment.

Tu też dochodzimy do zdecydowanie największej wady obu książek - narratora, nieszczęsnego Edwarda Catchpoola. 
Zakrawa to trochę na ironię, biorąc pod uwagę jak mocną stroną Agathy Christie była pierwszoosobowa narracja.
Hastings, Dr. Sheppard, Amy Leatheran, Sir Eustace Pendler, Anna Beddingfield, Pastor Clement - Christie zawsze interesująco i co najważniejsze przekonująco (!) udawało się oddać sposób myślenia i opowiadania historii osób rożnej płci, wieku czy klasy społecznej.
 Catchpool zaś jest zadziwiająco bezosobowy. Pomyślany jako swoisty Hastings z funkcją detektywa Scotland Yardu, nie wypada wiarygodnie ani jako przyjaciel i towarzysz Poirota, ani jako detektyw, a zdecydowanie najgorzej - nieciekawie, rozwlekle i beznamiętnie wychodzi mu rola narratora. Szkoda, że autorka nie zdecydowała się na Hastingsa, którego charakterystyczna zwięzła żołnierska maniera i naiwny sposób bycia, aż się proszą o podrobienie. Może wtedy książkę cechował by chociaż lekki duch oryginału³.

Zamknięta trumna niestety dobitnie pokazuje, że wielbiciele Poirota, Christie czy złotej ery powieści detektywistycznej nie mają czego szukać w książkach Sophie Hannah.

Wracając do Inicjałów Zbrodni
Po nieudanej lekturze długo przeżywałam rozczarowanie, remedium okazał się Jedwabnik Roberta Galbraitha (aka J.K. Rowling) - wciągający, z solidną i interesującą intrygą, dobrze napisany (bardzo angielski, trochę romantyczny, nieco makabryczny - jednym słowem idealna mieszanka). 
Całość lekka jak piórko, czyta się przyjemnie i błyskawicznie, a J.K. Rowling udowadnia, że nawet bez wspaniałego świata Harry'ego Pottera jest wysokiej klasy pisarką, zaś w krainie kryminałów radzi sobie nie gorzej niż Wielka Agatha Christie. 

A wszystkim amatorom tego szczególnego klimatu lat 20-tych i 30-tych, którzy nie znaleźli go w Inicjałach zbrodni i Zamkniętej trumnie na otarcie łez polecam rewelacyjne kryminały Anthony'ego Berkeley Coxa (również te napisane pod pseudonimem Francis Iles).


¹Sophie Hannah prócz dwóch powieści z H.P jest też autorką 10-tomowego cyklu kryminałów z Konstablem Simonem Waterhousem

²Absolutnie nie zamierzam obrażać drogiego Joe Alexa (zwłaszcza biorąc pod uwagę jak bardzo cenię i szanuję Macieja Słomczyńskiego), ale przyznajmy szczerze, że jego intrygi bywały cokolwiek mętnawe

 ³Jeśli chodzi o podrabianie znanych narratorów powieści kryminalnej to wspaniałą robotę wykonał Anthony Horowitz w Domu jedwabnym. Jedna z najlepszych, najciekawszych i najbardziej wiarygodnych kontynuacji przygód Sherlocka Holmesa, z mistrzowsko podrobioną relacją Doktora Watsona. Często łapię się na tym, że mimowolnie dodaję ją do pierwotnego kanonu Conan Doyle'a. Mam nadzieję, że i Poirot kiedyś doczeka się tak dobrej.

środa, 23 listopada 2016

Wielka piątka nietypowych Poirotów


Według najnowszych wieści już niedługo Wielkiego Detektywa zagra Kenneth Branagh.
 Jest to dla mnie dość nieprawdopodobne, choć patrząc wstecz, rola ta była już bardziej kontrowersyjnie obsadzana. 
Wszyscy kojarzymy Hercule'a w wykonaniu Davida Sucheta, Petera Ustinova czy nawet jednorazowy występ Alberta Finneya w gwiazdorskim Morderstwie w Orient Expressie
Tymczasem jego obecność w teatrze, telewizji czy filmie bynajmniej nie ograniczała się tylko do tych trzech aktorów.
Oto lista najbardziej nietypowych Poirotów w kolejności chronologicznej:

1. Charles Laughton w sztuce teatralnej Alibi, 1928 r.
zdjęcie Charlesa Laughtona ze strony http://www.hultonarchive.com/photos/charles-laughton

Pierwszy Poirot na scenie. Charles Laughton, wybitny, angielski aktor (znany między innym z ról Henryka VIII i Rembrandta) tą rolą bynajmniej nie zachwycił Agathy Christie, podobnie jak sama sztuka. 
Pod tajemniczą nazwą Alibi kryję się przerobione przez Michaela Mortona Zabójstwa Rogera Acroyda, które przy swojej specyficznej konstrukcji i słynnej niespodziance nie jest książką łatwą do zaadaptowania na scenę. 
W latach 20 był to jednak najgłośniejszy i najbardziej popularny kryminał Christie, co zapewne miało przełożyć się na kasowość przedstawienia. 
Wprowadzono wiele zmian - ciekawą postać starej panny, siostry Doktora Shepparda (nazywaną niekiedy pre-Panną Marple) zmieniono w młodą atrakcyjną kobietę, a Hercule'a z niewiadomych przyczyn uczyniono francuzem (!). 
Do najgorszego jednak nie doszło: 

"Wstępny pomysł wręcz mnie przeraził: polegał na tym,żeby odmłodzić Poirota o dwadzieścia lat, nazwać go Beau Poirot i otoczyć rojem zakochanych dziewcząt" * 

Po latach o podobnie traumatyczne doświadczenia z teatralnymi adaptacjami, autorka wzbogaciła Ariadnę Oliver w Pani McGinty nie żyje. W 1957 roku Laughton zagrał starzejącego się adwokata w rewelacyjnej, filmowej adaptacji sztuki Christie - Świadek oskarżenia.

* Autobiografia

2. Austin Trevor w filmie Alibi, 1931 r.
zdjęcie Austina Trevora ze strony https://pilesofculture.wordpress.com/

Pierwszy Poirot srebrnego ekranu i znów sztuka Alibi. Grający detektywa Austin Trevor miał w momencie powstania filmu tylko 34 lata! 
Twierdził potem że do roli zatrudniono go głównie dlatego, że bardzo dobrze umiał udawać francuski akcent. Film nie odniósł spodziewanego sukcesu i dziś dość trudno go gdzieś obejrzeć, nie mniej jednak Trevor zagrał Hercule'a jeszcze w dwóch filmach - Czarnej kawie (adaptacji sztuki samej Christie) w 1931 r. i Śmierci Lorda Edgwara w 1934 r.
Jedną z ostatnich ról aktora był epizod w The Alphabet Murders (poniżej).

3. Tony Randall w filmie The Alphabet Murders, 1965 r.
zdjęcie Tony'ego Randalla ze strony: http://www.express.co.uk/

W latach 40 i 50 Poirot praktycznie nie pojawiał się ani na scenie ani na srebrnym ekranie. 
W teatrze triumfy świeciły sztuki Agathy w których detektyw nie występował - Pułapka na myszy i Świadek oskarżenia, a próby serialu telewizyjnego z Jose Ferrerem zakończyły się porażką (nakręcono jedynie niewyemitowany pilot). 
Lata 60 to okres klasycznych już adaptacji z Margaret Rutherford w roli Panny Marple (jedna z nich Murder at the Gallop oparta jest na sprawie Hercule'a - Po pogrzebie), na triumfalny powrót Detektywa na kinowy ekran trzeba będzie poczekać dopiero do premiery Morderstwa w Orient Expressie w 1974 roku.  
The Alphabet Murders ze szczupłym i gibkim Tony'm Randallem (i dla odmiany dość pulchnym Hastingsem - w tej roli Robert Morley) niestety nie przysporzyło chwały wizerunkowi Poirota. 
Intryga niby oparta na A.B.C, ale zmian jest dużo, w dodatku dominuje nastrój slapstickowej komedii, a zamiast ważnej postaci Alexandra Bonaparte Custa mamy Amandę Beatrice Cross, którą gra znana ze Słodkiego życia Felliniego sexbomba Anita Ekberg
W filmie dochodzi też do spotkania dwóch stworzonych przez Christie postaci - w epizodycznej roli pojawia się Margaret Rutherford jako Panna Marple.

 4. Hugh Laurie w filmie Spice World, 1997 r.

Tak, słynny, inspirowany Sherlockiem Holmesem, Doktor House ma w swoim dorobku również rolę małego Belga i to zdecydowanie najbardziej zadziwiający Poirot mojego zestawienia.  
Spice World o którego istnieniu wiele kinomanów i grających w nim gwiazd (w obsadzie m. in. Roger Moore, Alan Cumming, Richard E. Grant, Meat Loaf, Elvis Costello czy Elton John) wolałoby zapomnieć, to powracający do niejakich łask na fali nostalgii za latami 90, gniocik z członkiniami zespołu Spice Girls. 
Laurie (na długo przed Dr House) występuje epizodycznie jako Poirot i trzeba przyznać, że jego moustache są jak najbardziej imponujące.

5. Alfred Molina w filmie TV Murder on the Orient Express, 2001 r.
zdjęcie Alfreda Moliny ze strony:www.pinterest.com

Wielką piątkę zamyka utalentowany aktor Alfred Molina, fatalnie obsadzony w fatalnej (uwspółcześnionej o zgrozo!) telewizyjnej adaptacji Morderstwa w Orient Expressie.  
W dodatku totalnie niepotrzebnej - od końca lat 80 w telewizji święcił triumfy już inny Poirot i dla większości widzów, belgijski detektyw miał twarz Davida Sucheta (adaptacja Morderstwa w... z aktorem - cokolwiek mroczna i poruszająca temat sumienia - została wyprodukowana w 2013 roku). Filmowi nie pomogła ani Leslie Caron w obsadzie, ani idiotyczny wątek z Hrabiną Rossakoff. Molinie jednak nieciekawa rola została przebaczona i zapomniana - rok później wystąpił w Fridzie, zgarniając za rolę Diega Rivery garść prestiżowych nominacji.



poniedziałek, 24 października 2016

Dwadzieścia czery kosy: Jeżynowa tarta (Blackberry tart)


" - Panowie pewnie będą się ze mnie śmiać - zarumieniła się Molly - ale jeśli dżentelmen przychodzi tu przez dziesięć lat, musi się znać jego upodobania. 
Nie znosił puddingu z baranim łojem ani jeżyn i nigdy nie widziałam, żeby brał gęstą zupę, a w ten poniedziałek  zamówił zaciąganą zupę pomidorową, befsztyk, pudding z cynaderek i placek z jeżynami! Wydawało się, że nie obchodzi go to, co zamówił! 
- Wie pani - rzekł Herkules Poirot - uważam, że to niezwykle interesujące."

 Dwadzieścia cztery kosy, z: Tajemnica gwiazdkowego puddingu, Agatha Christie, tłum. Krystyna Bockenheim, Wydawnictwo Hachette

 Opowiadanie Dwadzieścia cztery kosy to jeden z najbardziej kulinarnych "przypadków" Poirot'a.

Nie dość, że towarzyszymy mu do londyńskiej restauracji Gallant Endeavour, która serwuje "zwyczajne, angielskie i nie robione z różnych paskudztw" jedzenie 

(pojawiają się: puddingi, indyki z nadzieniem, sery stilton, zupy indyjskie i wiele, wiele innych - materiał na co najmniej kilka wpisów), to dodatkowo do wykrycia pomysłowego mordercy, niebagatelnie przyczynia się jeżynowa tarta! 

Tłumaczona u nas jako placek, w oryginalnej wersji opowiadania, figuruje wymiennie jako blackberry tart lub blackberry pie, wspomniany jest też blackberry and apple pie).

Tytułowe Dwadzieścia cztery kosy pochodzą z dziecięcej (i dośc makabrycznej) rymowanki Piosenka za sześć pensów (którą Agatha Christie wykorzystała też w opowiadaniu o tym tytule ze zbioru Tajemnica Lorda Listerdale i w powieści z Panną Marple Kieszeń pełna żyta).

 

Sing a song of sixpence,
A pocket full of rye.
Four and twenty blackbirds,
Baked in a pie.

When the pie was opened,
The birds began to sing;
Wasn't that a dainty dish,
To set before the king?

The king was in his counting house,
Counting out his money;
The queen was in the parlour,
Eating bread and honey.

The maid was in the garden,
Hanging out the clothes,
When down came a blackbird
And pecked off her nose.

 

 Z fabułą opowiadania, rymowanka łączy się głównie podobieństwem słów blackbirds (kosy) i blackberries (jeżyny) - Hercule'owi przypomina się fragment o dwudziestu czterech kosach w cieście zapieczonych, kojarzy go z feralnym jeżynowym plackiem, a stąd już niedaleka droga do genialnej (jak zawsze!) dedukcji.

 

Jeżynowy deser w moim wykonaniu jest przepyszną, lekko migdałową i obfitą w kruszonkę tartą. Przez obecność płatków owsianych jest smakowicie chrupka (przypomina trochę inny angielski deser - crumble) i świetnie smakuje na ciepło.

Jeśli nie mamy za dużo jeżyn, spokojnie możemy wymieszać je z poszatkowanymi jabłkami

W końcu w Dwudziestu czterech kosach wspomina się też placek jabłkowo-jeżynowy - więc duch oryginału będzie zachowany.

 Jeżynowa tarta

 Składniki: 

szklanka mąki

szklanka płatków owsianych

3/4 szklanki brązowego cukru

pół łyżeczki aromatu migdałowego (można pominąć i opcjonalnie cztery łyżki mąki zastąpić czterema łyżkami zmielonych migdałów)

125 g masła + masło do wysmarowania formy

3 jabłka (lub więcej, zależy od ilości jeżyn)

ok 600 g jeżyn

płatki migdałowe do posypania


Z mąki, płatków owsianych, cukru i masła zagniatamy kruszonkę, dodajemy aromat migdałowy.  Tortownicę lub formę do tart o średnicy 20cm smarujemy masłem, wykładamy papierem do pieczenia. Połową kruszonki wykładamy formę, lekko dociskając. Na ciasto wykładamy owoce - najpierw warstwę jabłek, potem jeżyny. Posypujemy resztą kruszonki i pieczemy w 200 stopniach (bez termoobiegu) przez około 25 minut. Lekko ostudzoną tartę ozdabiamy płatkami migdałowymi.

 
Restauracja Gallant Endeavour w serialu - Pan Bonnington i Hastings (który nie pojawia się w opowiadaniu). Zdjęcie ze strony http://eclecticephemera.blogspot.com/2012/08/its-not-cricket-its-captain-hastings.html

I jeszcze słowo o samej restauracji - prawdopodobnie nie istnieje (sprawdzałam!), podany przez Agathę adres to King's Road w Chelsea. 

Sądząc po szalonej popularności tej okolicy w latach 60, nawet jeśli Gallant Endeavour (lub lokal będący dla tej restauracji inspiracją) przetrwała, to prawdopodobnie w wersji, której nie poznałby nawet Poirot. 

W tekście jest wzmianka, że Pan Bonnington "lubił opowiadać jedzącym z nim ludziom, gdzie zwykł siadywać Augustus John, i zwracać ich uwagę na nazwiska słynnych artystów w księdze gości". Augustus John - walijski malarz, przedstawiciel post-impresjonizmu i popularny w latach 20 i 30 portrecista, niestety również nie miał (a przynajmniej nie znalazłam takiej informacji) ulubionej, londyńskiej restauracji, więc i tu trop się urywa.

Autoportret Augustusa Johna z 1940 - roku w którym powstało opowiadanie Dwadzieścia cztery kosy https://www.wikiart.org/en/augustus-john/self-portrait-1940

 

Pewne jest jednak, że z taką klientelą i tak pysznym jedzeniem, Gallant Endeavour - prawdziwa czy nie, musiała być czarującym miejscem.