Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poirot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poirot. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2020

Perfumy Hercule Poirota - czym pachnie najsłynniejszy detektyw

 Hercules Poirot, elegancki mężczyzna o imponującym i zadbanym moustache, sporej kolekcji jesiennych i zimowych płaszczy, jedwabnych szalików czy nakryć głowy na każdą okazję swoim szykiem mógłby zawstydzić niejednego wyspiarskiego dżentelmena w tweedach. I choć w książkach Agathy Christie bywa często określany przez bardziej ksenofobicznych Anglików jako "wypachniony cudzoziemiec" nie do końca jest powiedziane, której wodzie kolońskiej czy pomadzie do wąsów zawdzięcza swoją oszałamiającą (choć z pewnością pełną klasy) woń.

 

Nowa woda kolońska Poirota. Zdjęcie ze strony: www.lookbackandhanker.com

Sformułowanie "wypachniony cudzoziemiec" na Wyspach Brytyjskich wydaje się niesprawiedliwe,  nie tylko dlatego, że jeden z najsłynniejszych dandysów świata, wydający krocie na pachnidła Beau Brummell (1778-1840) który ze swego wyglądu uczynił sztukę samą w sobie był Anglikiem, ale również z powodu niezwykłej tradycji przeznaczonych głównie dla mężczyzn domów perfumeryjnych sprzedających szeroki wybór akcesoriów do golenia i wód toaletowych. Marki takie jak Floris (działający od 1730 roku), Penhaligon's, Atkinsons czy Geo F. Trumper stanowiły i stanowią nadal fragment brytyjskiego dziedzictwa kulturowego, nierzadko posiadając niezmienione od dziesiątek lat butiki (jak w przypadku Florisa i Trumpera) królewskie poręczenia i archiwa klientów, które czyta się niczym Who is Who angielskiej historii nowożytnej.Tych szacownych pachnideł nie powstydziłby się nawet Kapitan Hastings i nie ulega wątpliwości, że zamieszkujący Londyn Poirot miał naprawdę ogromny wybór angielskich specyfików do pielęgnowania i perfumowania słynnych wąsów.


Róża Poirota i James Bond


Poirot i Pan Trumper. Zdjęcie ze strony: www.lookbackandhanker.com


Interesującą odpowiedź na pytanie jakich perfum używa słynny detektyw znajdujemy w odcinku How Does Your Garden Grow z trzeciego sezonu serialu Agatha Christie's Poirot. W jednej z pierwszych scen możemy zobaczyć Poirota wychodzącego z flagowego sklepu firmy perfumiarskiej z tradycjami Geo F Trumper na 9 Curzon Street w Mayfair (do dziś zachowało się jego oryginalne XIX-wieczne wyposażenie) w towarzystwie właściciela sklepu określanego jako Pan Trumper (Trevor Danby). Na pytanie właściciela czy zapach przewidziany jest na specjalną okazję, detektyw odpowiada cokolwiek tajemniczo, że owszem bowiem - "ma zamiar stać się różą". Ekscentryczna w ustach Małego Belga deklaracja szybko się wyjaśnia - Poirot bowiem ma zostać uhonorowany różą własnego imienia na słynnej wystawie Chelsea Flower Show. Oczywiście cały wątek perfumiarsko-różany to licentia poetica twórców serialu (w oryginalnym opowiadaniu, które znajdziemy w tomie Wczesne sprawy Poirota nie ma słowa ani o wystawie kwiatów ani o perfumeryjnych zakupach), ale wypada on bardzo zabawnie - zwłaszcza, że w dalszej części odcinka okazuje się, że tajemniczy katar sienny Kapitana Hastingsa to nic innego jak alergia na nowe pachnidło Detektywa!

 

Poirot-Róża. Zdjęcie ze strony: imdb.com

W kolejnej scenie Poirot w łazience swojego apartamentu pieczołowicie perfumuje się nową wodą kolońską. Niestety tożsamość produktu Trumpera pozostaje tajemnicą - nie pada konkretna nazwa, a jedynie wzmianka, że Poirot pachnie cytrusami i że perfumy kosztowały zawrotną sumę 5 gwinei (na co zgorszony Hastings odpowiada, że tyle rocznie kosztuje jego fryzjer!).  Choć możemy spróbować zabawić się w detektywów i wydedukować coś po kształcie złotawej buteleczki, wybór niestety zawęża się aż do kilku pozycji w asortymencie marki Trumper - wód toaletowych o arystokratycznych nazwach Curzon, Wellington, Astor i Malborough powstałych jeszcze w XIX wieku i wchodzących w skład The Trumper Collection. Patrząc po ich nutach zapachowych najbardziej cytrusową kompozycją wydają się Astor lub Wellington.

Co ciekawe twórcy serialu Poirot wybrali brytyjską markę, której produktów używał nikt inny jak bohater powieści Iana Fleminga, równie ikoniczny jak Mały Belg, agent 007 James Bond. W książce W służbie Jej Królewskiej Mości wydanej w 1963 roku Bond znajduje w przeznaczonym dla niego pokoju gościnnym swoją ulubioną wodę kolońską Eucris marki Geo F. Trumper - powstałą w 1912 roku o nutach sandałowca, paczuli, ambry, goździków, majeranku, tymianku, cytryna i czarnej porzeczki. Jej opis brzmi dokładnie jak pachnidło, które mogłoby przypaść do gustu belgijskiemu detektywowi - w końcu wielkiego miłośnika czarnej porzeczki i creme de cassis.


Poirot dalej inspiruje

 


 Poirot na przestrzeni lat zyskał także kilka dedykowanych mu pachnideł. Są to przede wszystkim świece zapachowe (urządzony w stylu art deco apartament Detektywa fascynuje kolejne pokolenia) - jak wspomniane już przeze mnie świece marki Flame Noir Candle Co - Whitehaven Mansions, Hercule's Christmas a także wyraźnie inspirowana odcinkiem How Does Your Garden Grow? Hercule's Rose. Świece a la Poirot ma w swojej ofercie również amerykańska marka North Ave Candles - jest nią Hercule Poirot Candle ( z niezbyt udanym wizerunkiem detektywa) pachnąca tonikiem do wąsów, goździkiem, lawendą i herbatą. Ładniej prezentuje się z kolei świeca Poirot. Little Grey Cells z opakowaniem w stylu art deco marki The Hand Crafted Club o woni tytoniu, skóry i limonki, która przypomina, że Poirot bynajmniej nie stronił od popularnych w latach 20-tych i 30-tych cienkich egipskich papierosów. 

Detektyw doczekał się także świecy o zapachu zielonej herbaty i trawy cytrynowej marki Culture by Candlelight, a także uhonorowano jego miłość do creme de cassis świecą Hercule Poirot Lilin Aromaterapi o zapachu czarnej porzeczki. Trzeba przyznać, że to całkiem spora kolekcja - ale ilość świec poświęconych Pannie Marple również przyprawia o zawrót głowy!

Choć jeszcze żadna marka perfumeryjna nie pokusiła się o stworzenie perfum z prawdziwego zdarzenia zadedykowanych Hercule Poirotowi, to wydaje się to jedynie kwestią czasu - zwłaszcza, że niszowa marka Jamesa Heeleya już powoli przeciera szlaki. Na ich oficjalnej stronie w opisie cytrusowo-szyprowych perfum Chypre 21 (nuty: cytryna, bergamotka, rozmaryn, petit grain, bułgarska róża, geranium, szafran, mech dębowy, paczuli, drzewo sandałowe) przeczytać możemy, że idealnie pasują do kogoś w typie młodego Hercule Poirota w kaszmirowym płaszczu...

czwartek, 16 kwietnia 2020

Śmierć Lorda Edgware'a (Thirteen at Dinner) 1985 r. - z telewizyjnych wykopalisk...

Peter Ustinov w Śmierci na Nilu (1978 r.) oraz Zło czai się wszędzie (1982 r.) niezmiennie pozostaje jednym z moich ulubionych wcieleń belgijskiego detektywa. Niestety mimo sukcesu obu filmów słynny aktor powrócił do kin w roli Poirota jeszcze tylko w niezbyt udanym Rendez-vous ze śmiercią (1988 r.). Ale na szczęście nim zakończyła się jego kariera Małego Belga powstały trzy zabawne telewizyjne ekranizacje Christie - Śmierć Lorda Edgware'a, Zbrodnia na festynie oraz Tragedia w trzech aktach. A w Śmierci Lorda Edgware'a czeka nas prawdziwa niespodzianka - obok Ustinova w telewizyjnym filmie zobaczymy także Davida Sucheta! 

 

Peter Ustinov i Faye Dunaway. Zdjęcie ze strony: scw1842.livejournal.com


  Wszystkie te trzy telewizyjne adaptacje niestety pozbawione są kostiumowej finezji Zło czai się wszędzie, akcja zaś z niewiadomych względów rozgrywa się współcześnie. Jednak wzorem Śmierci na Nilu  zadbano o dobór odpowiednich gwiazd: i tak w Tragedii w trzech aktach w roli Sir Charlesa wystąpił legendarny hollywoodzki aktor Tony Curtis, w Zbrodni na festynie gwiazda klasycznego  kina Constance Cummings, zaś w Tajemnicy Lorda Edgware'a "Bonnie Parker" i zdobywczyni Oscara Faye Dunaway. Kolejną rewelacją jest też niestandardowy Kapitan Hastings - zamiast kojarzonego z tą rolą z Agatha Christie's Poirot Hugh Frasera wystąpił komiczny Jonathan Cecil.  Jego interpretacja Kapitana to gapowaty i naiwny jak dziecko, ale bardzo brytyjski gentleman.

Z tych trzech filmów zdecydowanie najbardziej polecam Śmierć Lorda Edgware'a. Choć wszystkie  wersje starają się wiernie trzymać książkowych oryginałów (często w stopniu o wiele większym niż serial Poirot) to i tak nieuniknione są dość zabawne zmiany. Jak Poirot występujący w telewizji czy przeniesienia akcji Tragedii w trzech aktach z brytyjskiego wybrzeża prosto do Rio de Janeiro. Śmierć Lorda Edgware'a w której Poirot i Hastings przypadkowo trafiają w aktorski światek i szpony pięknej Jane Wilkinson (Faye Dunaway) nie traci jednak wiele na współczesnym decorum. Dalej jest to świat zbytkownych rezydencji i eleganckich przyjęć, intryga wypada równie znakomicie co w książce, a charyzmatyczna Faye Dunway jest godną partnerką dla aktora tej klasy co Peter Ustinov. 

Dwaj Detektywi. Zdjęcie ze strony:pinterest.com
Największą niespodzianką jest jednak zobaczenie Davida Sucheta w roli... Inspektora Jappa! Niecałe cztery lata przed premierą serialu Agatha Christie's Poirot brytyjski aktor wcielił się w rolę niezbyt rozgarniętego policjanta - i trzeba przyznać nie wypada w niej równie sympatycznie co Philip Jackson. Nie sposób też wspomnieć o kultowym wręcz aktorze z Wysp Billu Nighty (znanym m.in. z To właśnie miłość, About Time czy Radia na fali), który jeszcze stosunkowo wtedy nieznany, wcielił się w filmie w rolę Ronalda Marsha.

Śmierć Lorda Edgware'a pozostaje miłą i niezobowiązującą pozycją na wieczór filmowy a'la Poirot - niezbędną dla miłośników Ustinova i ciekawą dla wiernych fanów Davida Sucheta.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Świąteczne i nietypowe: prezenty dla miłośników Poirota

Oczywiście zawsze najlepszym prezentem jest któryś z kryminałów Agathy (lub małe serialowe co nieco dla kochających Davida Sucheta), zaś w wersji deluxe bilety na podróż Orient Expressem do Stambułu,   ale w przedświątecznej porze można natknąć się na szereg bardzo intrygujących propozycji. Oto garść świątecznych pomysłów i świetny przykład, że Hercule inspiruje jak nigdy:

 

 Czekoladki Godiva

 

Praliny ze słynnym moustache. Zdjęcia godiva.com
Najbardziej oczywista pozycja na liście. Hercule Poirot i znakomite belgijskie praliny? Duet idealny. Godiva to legendarna wśród czekoladowych koneserów firma, której czekoladki wystąpiły wraz z Kennethem Branaghiem w ostatniej wersji Morderstwa w Orient Expressie. A dla miłośników Belgijskiego detektywa marka przygotowała specjalną bombonierkę ukrywającą wąsate czekoladki - oczywiście cena jest równie ekskluzywna jak sama podróż Orient Expressem .




Świece


Poirot, esteta i miłośnik porządku nie mniejszą wagę przywiązuje do sensualnych przyjemności i cieszy się doskonałym (istnie kocim) węchem. Nic dziwnego, że ktoś w końcu wpadł na pomysł by zadedykować mu... kilka zapachowych świec. Zajęła się tym amerykańska marka Flame Noir  Candle, która w repertuarze ma też świece poświęcone innym detektywom - od Sherlocka Holmesa do Sama Spade'a. Do wyboru są aż 3 kompozycje zapachowe dedykowane Poirotowi.

Zdjęcia ze strony flamenoircandleco.com/

Whitehaven Mansions, inspirowana słynnym apartamentem art deco Detektywa - o nutach czekolady, maków, opium, toniku do włosów (!) i ambry, Hercule's Rose, zabierająca nas na słynną wystawę kwiatową Chelsea Flower Show, o nutach wiktoriańskiej róży, jaśminu, bergamotki i piżma oraz świąteczna propozycja prosto z kart Bożego Narodzenia Herkulesa Poirota: Hercule's Christmas pachnąca sosną, wetiwerem, cytrusami i drzewem tekowym.

 Własnej świecy doczekała się też Panna Marple - to kompozycja St Mary Mead o zapachu herbaty, jaśminu, ambry i świeżo wyprasowanej pościeli (!).




Herbata

Zdjęcie ze strony etsy.com
Nazywana czule przez Hercule'a "waszą narodową trucizną". Ale jego ulubione tisanes - ziołowe napary na przeziębienie, niestrawność czy ból głowy to zupełnie inna para kaloszy (o tisanes więcej można przeczytać tutaj). Najlepiej zrobić je samemu susząc zioła letnią porą, ale wiele firm ma w swoim asortymencie mieszanki ziółek inspirowane Poirotem. Brytyjska Adagio Teas (marka specjalizująca się w herbatach serialowych/filmowych - oczywiście znów pojawia się Sherlock) kusi Poirot tea (trawa cytrynowa, rumianek, rooibos, liście mięty, aromat waniliowy), zaś holenderska MG Books & Tea (herbaty inspirowane wielką i popularną literaturą - herbatka Pani Dalloway i Pani Bovary do dyspozycji) Hercule Poirot's Tea (rumianek, mięta, imbir, goździki, koper włoski, anyż, ziarna czarnego pieprzu, ziarna kakao, kurkuma, skórka cytrynowa).




Wąsata porcelana

 Czyli odpowiednia oprawa typowego angielskiego podwieczorku. Może Detektyw nigdy do końca nie przyzwyczaił się do tej wyspiarskiej tradycji, ale, jak nie raz byliśmy świadkami raczej nie zdarzało mu odmawiać ciastek z dużą ilością kremu czy ociekających masłem placuszków. Wiele firm ma w swojej ofercie eleganckie komplety z mniej lub bardziej poirotowym motywem les moustaches, ale tak naprawdę do zdobycia wąsatych akcesoriów do tradycyjnej five o'clock nie trzeba wydawać fortuny. Mój nabyty w Świecie Kuchni wąsaty kubek, liczy sobie już kilka lat i nie zliczę ile tisanes zostało w nim zaparzonych. 





Piwo?
 
Zamiast ukochanego towarzyskiego napoju Małego Belga (creme de cassis) belgijski napój narodowy i zarazem hołd złożony Poirotowi czyli piwo Hercule Stout. Dwa lata temu stanowiło mój cenny łup z wycieczki śladami dzieciństwa Poirota (Spa i belgijska wyprawa). Hercule Stout jest dość typowym ciemnym piwem, o czekoladowo-kawowym smaku i mam poważne wątpliwości czy przypadłoby do gustu detektywowi. Ale czy muszę dodawać, że piwo można nabyć w zestawie z bardzo szykownym kuflem z jedynym słusznym motywem wąsów?


czwartek, 31 października 2019

Wielka piątka: 5 kryminałów Agathy Christie na jesień

 

Jesień - pora tweedów, polowań, spacerów po sadzie i grania w Cluedo przy kominku. Poirot już wyciągnął najcieplejsze płaszcze, a Panna Marple kończy doglądać ostatnich jesiennych kwiatów. Czyli jednym słowem - IDEALNA pora na dobry kryminał. Choć z drugiej strony jak wiadomo dla prawdziwego miłośnika Christie KAŻDA pora roku jest tą najlepszą. Tylko, że jesień, angielska prowincja i porządne morderstwo razem brzmią szalenie, szalenie kusząco. Oto moje typy:     

 

1. Morderstwo odbędzie się...(A Murder is Announced), 1950 r.


Wersja z 1985 r. Zdjęcie ze strony pbs.org

 Październik, prowincjonalne miasteczko Little Paddocks. W lokalnej gazecie pojawia się ogłoszenie: "Morderstwo odbędzie się... Osobne zaproszenia nie będą rozsyłane". I oczywiście gdy żądni rozrywek mieszkańcy zbiorą się w rustykalnym salonie rezydencji Panny Blacklock gasną wszystkie światła i ...
Morderstwo odbędzie się to zdecydowanie jedna z najlepszych spraw Panny Marple - intryga jest iście szatańska, ale to atmosfera jesieni na angielskiej wsi - ogrodów podupadających dworów pełnych marcinków i chryzantem, herbaciarni gdzie plotkują stare panny i salonowych rozrywek podupadłej, skrywającej niejedną tajemnicę klasy średniej czyni Morderstwo... tak wyjątkowym.
Jeśli chodzi o ekranizacje - zarówno wersja z Joan Hickson z 1985 roku jak i ta z Geraldine McEwan z roku 2005 należą do ścisłej czołówki najlepszych telewizyjnych Christie.


2. Wigilia Wszystkich Świętych (Hallowe'en Party), 1969 r.


Zdjęcie ze strony: investigatingpoirot.blogspot.com

Przyjaciółka Poirota i znana autorka kryminałów Ariadna Oliver ma wybitnego pecha do znajdowania  trupów. Niewinne przyjęcie dla dzieci z okazji Halloween kończy się makabrycznie i potrzebna jest interwencja Małego Belga by wyjaśnić śmierć pewnej nieznośnej dziewczynki.

Wigilia Wszystkich Świętych należy do  późniejszych książek Christie i nie tylko cechuje ją ponura, przesiąknięta niepokojem atmosfera, ale niestety również słabsza, w porównaniu z jej wcześniejszymi dziełami, intryga. Pewne wątki są niespójne, nie wszystkie pomysły do końca udane, ale mimo wszystko w mało którym kryminale znajdziemy tak pełną detali, wciągającą Halloweenową atmosferę. Telewizyjna wersja z 2010 roku z niezrównanym Davidem Suchetem trzyma poziom i jest świetną propozycją na jesienny wieczór.


3. Rosemary znaczy pamięć (Remembered Death/Sparkling Cyanide),  1945 r.

 W pełen zadumy i wspomnień klimat Święta Zmarłych wpisuje się z kolei ten mniej znany (detektywem, jeśli można tak określić jego rolę, jest tutaj przyjaciel Poirota z Kart na stół i Śmierci na Nilu Pułkownik Race) kryminał Agathy Christie. Rosemary znaczy pamięć to elegancka historia, bohaterami są ludzie z towarzystwa na których rok wcześniej spadła niespodziewana (i dość spektakularna) śmierć pięknej Rosemary. Wspominają ją siostra, mąż, kochankowie i zazdrosne kobiety, zachodzi też podejrzenie, że jej śmierć podczas uroczystej kolacji nie była samobójstwem.  Mąż próbuje rozwiązać tą sprawę ponownie inscenizując przyjęcie, które zakończyło się tragedią i znów dochodzi do morderstwa...

Utrzymana trochę w klimacie 5 małych świnek książka dobitnie pokazuje talent Agathy Christie do prozy obyczajowej, a przy tym zagadka kryminalna wypada tu naprawdę ciekawie. Uważnym miłośnikom Poirota może kojarzyć się trochę z opowiadaniem z nim zatytułowanym Żółty Irys ( z tomu Detektywi w służbie miłości) - i słusznie, to trochę zmodyfikowana, rozszerzona wersja.


4. Tajemnica Bladego Konia (The Pale Horse), 1961 r. 


Julie McKenzie jako Panna Marple w Tajemnicy Bladego Konia. Zdjęcie ze strony:pinterest.com

Czy to możliwe, że na angielskiej idyllicznej wsi mieszkają czarownice? Pisarz Mark Easterbrook będzie miał okazję przekonać się o tym osobiście, podobnie jak o istnieniu pewnej nietypowej organizacji. Wszystko okraszone urokiem jesiennej prowincji, angielskiego folkloru i nawiązaniami do Szekspira.
Tajemnica Bladego Konia  to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Agathy Christie z lat 60-tych. Pełna humoru, ale także miejscami autentycznie przerażająca. Pisarka już w zbiorze Świadek oskarżenia udowodniła, że pisanie historii o duchach wychodzi jej świetnie, a Tajemnica bladego konia zdecydowanie to potwierdza. Książka została dotychczas zaadaptowana na mały ekran dwa razy (trzecią wersję szykuje o zgrozo BBC wraz z ulubioną scenarzystką Świadka oskarżenia, Próby niewinności i ABC Sarą Phelps): raz w uwspółcześnionej wersji w 1996 roku, raz w ramach serii z Panną Marple (która oczywiście w książce nie występuje).

5. Pani McGinty nie żyje ( Mrs McGinty's Dead), 1952 r.


Zdjęcie ze strony:pinterest.com

Zagadkowe morderstwo sprzed lat, problemy Ariadny Oliver z teatralną wersją jej fińskiego detektywa i Poirot na gościnnych występach na zapadłej angielskiej wsi - prawdopodobnie nie ma lepszego kryminału do czytania wśród domowych wygód niż zabawnie opisane perypetie Hercule'a z niezbyt cywilizowaną prowincją. Pani McGinty nie żyje pozostaje jednym z bardziej makabrycznych kryminałów Christie, a niezbyt budujący obraz małej społeczności jaki przedstawia dodaje mu ponurego uroku.
Intryga spodobała się w filmowym świecie na tyle, że pierwsza adaptacja pojawiła się w ramach serii z Margaret Rutherford jako Panną Marple! Murder Most Foul z 1964 roku bierze z książki jedynie zarys fabuły, dodaje za to dużo gagów i nie do końca trafionych wątków. Wersja z Poirotem (oczywiście w tej roli David Suchet) pojawiła się w 2008 roku. 


Panna Marple zamiast Poirota. Zdjęcie ze strony: collector.com


czwartek, 24 października 2019

Śmierć na Nilu 2020 - garść informacji

Stało się. Kenneth Branagh oficjalnie powróci jako Poirot (a także reżyser) w trzeciej już adaptacji Śmierci na Nilu. Podobnie jak wcześniej Peter Ustinov i David Suchet, wyruszy w rejs wypełnionym gwiazdami parowcem Karnak. Co dokładnie z tego wyniknie zobaczymy już w październiku 2020 roku...

 



  Poprzednie rejsy


Śmierć na Nilu wyreżyserowana w 1978 roku przez Johna Guillermina ze scenariuszem Anthony'ego Shaffera jest uważana za jedną z najlepszych adaptacji Christie w historii kina. Nie tylko Ustinov daje prawdziwy aktorski popis, dystansujący Poirota Alberta Finneya, ale swoje robi też nagromadzenie legend kina, które być może biją na głowę nawet obsadę Morderstwa w Orient Expressie - Mia Farrow, Jane Birkin, Angela Lansbury, Maggie Smith, Olivia Hussey, Lois Chiles, David Niven, czy niesamowita Bette Davis. Podobnie jak w przypadku Morderstwa w... postawiono na przepych i glamour, egzotykę i luksus słynnego hotelu Old Cataract w którym bywała sama Agatha Christie. Nie jest to najwierniejsza adaptacja - wiele wątków i postaci pominięto, ale bynajmniej nie rzuca się to w oczy. Przyznaję - obok Zło czai się wszędzie to moja ulubiona Christie na dużym ekranie.




W zrealizowanej dla cyklu Agatha Christie's Poirot  wersji z 2004 roku z niezrównanym Davidem Suchetem próżno szukać wielkich nazwisk (choć postać bogatej dziedziczki Linnet zagrała wtedy jeszcze stosunkowo nieznana Emily Blunt), ale niewątpliwie jest to pasjonująca, a przy tym bardzo wierna książce ekranizacja. Prawie wszystkie obecne u Christie smaczki i często tajemnicze życiorysy bohaterów zostały zachowane, a obsada prezentuje, jak zawsze w serii, wysoki poziom.



DC Comics, Gra o tron i....


Pierwszą niespodzianką nowej wersji Śmierci na Nilu jest przede wszystkim obsadzenie głównego romansowego trójkąta Linnet, Jackie i Simona. W roli bogatej i egoistycznej Linnet Ridgeway zobaczymy gwiazdę filmów o superbohaterach DC Comics - aktorkę i modelkę Gal Gadot aka Wonder Woman. Jako niezrównoważoną i cierpiącą Jackie wystąpi Rose Leslie, najlepiej znanej szerszej publiczności z serialu Gra o tron. Ciekawie zapowiada się obecność Armiego Hammera, utalentowanego aktora, którego role w Tamtych dniach, tamtych nocach czy The Man from U.N.C.L.E. cieszyły się uznaniem krytyki.

Kolejną niespodzianką jest również tajemniczy udział w filmie trójki angielskich komików: współautorek legendarnego serialu Absolutnie fantastyczne - Dawn French i Jennifer Saunders a także kontrowersyjnego (i niezbyt utalentowanego aktorsko) Russela Branda. Pojawi się również legendarna amerykanka Annete Bening, a w roli Pani i Panny Otterbourne wystąpią znana brytyjska aktorka Sophie Okonedo oraz  Letitia Wrighta (najbardziej kojarzona przez publiczność z filmu Black Panther). W obsadzie zaskakuje również obecność Toma Batemana - pamiętnego Monsieur Bouca z Morderstwa w Orient Expressie. Czyżby niezbyt ważna u Christie postać miała w filmach Branagha zostać drugim Hastingsem? 

Wszystko zależy od Michaela Greena, scenarzysty odpowiedzialnego również za Morderstwo w Orient Expressie, który ma na koncie scenariusze do filmów sporo odbiegających od urokliwego świata klasycznego angielskiego kryminału: Green Lantern, Blade Runner 2049, Logan: Volverine.  Czy Green i Branagh wyciągnęli odpowiednie wnioski z niedociągnięć i wad Morderstwa..., czy też po raz kolejny miłośników Poirota czekają męczarnie na sali kinowej zobaczymy za rok. 

Wszystkie zdjęcia ze strony: imdb.com

niedziela, 15 września 2019

The ABC Murders (mini serial) 2018 r. - dlaczego nie warto

Gdybym kilka lat temu usłyszała, ze aktor tej klasy co John Malkovich przymierza się do zagrania Poirota, byłabym w siódmym niebie. Jednak po ostatnich sześciu latach w których byliśmy świadkami nie tylko kiepskich adaptacji BBC, ale i rozczarowującej kinowej wersji hitu tej klasy co Morderstwo w Orient Expressie, każdy byłby odrobinę nieufny. I słusznie - jeśli macie ochotę na kiepsko zagraną, ponurą i niemiłosiernie rozwleczoną (do formatu trzech odcinków) historię Poirota upokorzonego, Poirota opluwanego na ulicach i Poirota oszukującego na temat swojej belgijskiej przeszłości to nie ma lepszego rozwiązania niż zasiąść do The ABC Murders.


A.B.C. wydaje się idealną książką do zaadaptowania na duży czy mały ekran. Historia seryjnego mordercy, która igra z  Poirotem jest bardzo przewrotna, a przy tym ma wszystkie walory by zainteresować współczesnego widza. To też mój pierwszy kryminał Christie do którego mam szczególny sentyment. Ale najwyraźniej dla ekranizującej ekipy Alexa Gabassi i Sary Phelps (z której pomysłami inscenizacyjnymi mam na pieńku od czasów Świadka oskarżenia) oryginalny tekst był za mało atrakcyjny i postanowiono dodać biednemu Herculowi takie atrakcje jak dyskusyjny belgijski życiorys, społeczny ostracyzm, zarabianie na urządzaniu przyjęć z morderstwami w domach bogaczy (!) czy dramatyczne załamanie po śmierci jednego z ważnych dla akcji bohaterów.

Zdjęcie ze strony: express.co.uk


Oprócz tego, podobnie jak w Świadku oskarżenia (ponury Londyn po I Wojnie Światowej) czy w Próbie niewinności (zimnowojenna histeria lat 50-tych) zostały dodane historyczne smaczki. Anglia z początku lat 30-tych jawi się tutaj jako jako nietolerancyjna, zacofana i pełna faszystów z ugrupowania Oswalda Mosleya. To już niestety nie ciekawy świat cozy mysteries pełen czaru dawnych lat, ale łopatologiczna demitologizacja przeszłości - brzydkiej, wstydliwej i zapyziałej. I czy muszę dodawać, że pełnej aluzji do aktualnej sytuacji politycznej i społecznej?


W całym tym ambarasie broni się jedynie John Malkovich. Jego interpretacja Poirota - spokojny, introwertyczny, dziwaczny w swoim wycofaniu mężczyzna (w żadnym razie karykaturalny cudzoziemiec czy serdeczny przyjaciel wykrzykujący co chwilę Mon Ami!) jest ciekawa i z pewnością lepsza od tej jaką na dużym ekranie prezentował Kenneth Branagh. Niestety prócz niego The ABC Murders charakteryzuje się wyjątkowo kiepską obsadą, stojąco o stopień niżej od całkiem nieźle zagranej Próby niewinności. Rupert Grint (Ron Weasley) w roli zadufanego komisarza po raz kolejny pokazuje, że szczyt jego możliwości przypadł na dziecięce lata w Harrym Potterze, Eamon Farren nie jest zbyt inspirującym Alexandrem Bonaparte Custem, a Thora Grey zagrana przez Freye Mavor jest zdecydowanie jedną z najgorszych kobiecych ról serii. Błyszczą jedynie Tara Fitzgerald w dodanej na potrzeby filmu roli Lady Carmichael oraz Bronwyn James jako siostra zamordowanej Betty.

Zdjęcie ze strony: tvinsider.com

Dyskusyjne wydaje się, czy mini serial zaplanowany w okresie świątecznym to miejsce odpowiednie na turpistyczne ekscesy, epatowanie makabrą bez powodu i rozrachunki z angielską przeszłością. Ale najwyraźniej próby odświeżenia książek Agathy Christie i upodobnienia ich do kolejnego serialu kryminalnego z teoretycznym przesłaniem i ponurym tłem społecznym nie mijają. I aż strach pomyśleć co zobaczymy w kolejne święta? Pannę Marple jako konserwatywną rasistkę bijącą swoje pokojówki?

Ten trzy odcinkowy serial to kolejna gorzka pigułka w kwestii Poirota współcześnie. Od czasu zakończenia serialu Agatha Christie's Poirot wydaje się, że reputacja belgijskiego detektywa coraz bardziej podupada zatruwana przez książki Sophie Hannah, ekranizację filmową Branagha czy teraz telewizyjne ekscesy. Szkoda czasu na oglądanie i szkoda talentu Johna Malkovicha.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Zagadka trzech czwartych Sophie Hannah - recenzja nowego kryminału z Poirotem

Gdy dwa lata temu niezbyt przychylnym okiem spoglądałam na Zamkniętą trumnę (recenzję można znaleźć tutaj) wyraziłam godne wieszczki Kassandry przypuszczenie, że może z czasem nowa seria Sophie Hannah z Poirotem dobije do poziomu pozbawionej polotu, ale przynajmniej w miarę solidnej rozrywki, którą dla mnie reprezentowały zawsze Dorothy L. Sayers czy Josephine Tey. 

 I też dobra wiadomość jest taka, że Hannah jest już coraz bliżej stania się prawdziwą autorką kryminałów z bardzo średniej półki - Zagadka trzech czwartych to oficjalnie najlepszy kryminał z dotychczasowych trzech (oraz równie oficjalnie z najbardziej beznadziejnym tytułem - to nie wina polskiego tłumacza). Zła wiadomość  zaś przedstawia się tak, że upiorny Edward Catchpool, znany również jako Marna Imitacja Hastingsa i Najgorszy Narrator Wszech czasów, brak umiejętności w kreowaniu urzekającej atmosfery i budowaniu napięcia oraz niezbyt wiarygodny Poirot  sprawiają, że nadal nie jest to kryminał na jaki czekają tysiące miłośników Małego Belga.



Intryga Zagadki trzech czwartych przypomina Agathe Christie w najlepszym stylu: cztery pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego osoby o różnej płci, wieku i statusie społecznym otrzymują list oskarżający ich o morderstwo Barnabasa Pandy'ego - podpisany nazwiskiem sławnego Hercule Poirota. Niesamowicie zdziwiony Poirot wkrótce zostaje zaskoczony wizytą każdego z listownie oskarżonych. Reputacja, nie mającego pojęcia co się dzieje detektywa, wisi na włosku, groźby niesłusznie oskarżonych rozbrzmiewają dzień i noc, nie mówiąc już o tym jak irytujący jest fakt, że ktoś zakpił sobie z Małego Belga. Poirot oczywiście postanawia ustalić kim jest tajemniczy, rzekomy denat Barnabas Pandy oraz jaki interes miałby ktoś w zrobieniu tego na pozór bezsensownego kawału. Niestety z pomocą przychodzi mu nie tylko zaprzyjaźniona właścicielka herbaciarni, ale i niestrudzony Edward Catchpool, mało bystry i jeszcze mniej spostrzegawczy detektyw Scotland Yardu.

Pierwsza część książki budzi rzeczywiście wielkie nadzieje i przywołuje nieco atmosferę dawnych dobrych czasów - zirytowany i urażony w swej dumie Poirot, kojący George i spokój Whitehaven Mansions są bardzo dobrze oddane, tajemnica odpowiednio zapętlona, charakterystyka osób, które otrzymały list jest nadzwyczaj trafna, a całość ma humor i polot spod znaku Agathy. 

Jednak gdy tylko narracja zmienia się w pierwszoosobowe, drewniane wynurzenia Catchpoola, traci nie tylko sytuacyjny dowcip, ale i wszelką lekkość czy umiejętność zgrabnego opisu.  Stosunkowo szybko Hannah wyjaśnia tożsamość tajemniczego Barnabasa i zahaczający o surrealistyczny sen koncept przybiera bardziej prozaiczne tony, a rezygnacja ze stopniowego ujawniania tajemnicy i budowania napięcia mocno psuje obiecujący początek. 
Gdy zaś akcja z Londynu przenosi się do pewnej rezydencji i prywatnej szkoły, a Poirot, wybitnie mało błyskotliwie, wsiąka w niezbyt pasjonujące śledztwo polegające głównie na sprawdzaniu maszyn do pisania, ciężko mieć już jakiekolwiek złudzenia co do tego, że jest to sympatyczna kontynuacja, która choć na chwilę pozwoliłaby wskrzesić dawnego Poirota. 

Na tle Inicjałów zbrodni i Zamkniętej trumny widać, że Sophie Hannah uczy się na błędach i stara się poprawiać pewne braki jakie cechowały poprzednie jej książki. Postacie są tu z pewnością bardziej wiarygodne psychologicznie i nie tak przeszarżowane i niesympatyczne jak w Zamkniętej trumnie. Intryga cechuje się klarownością i jest oparta na jednym, porządnym koncepcie, który sprawia, że choć nie jest to rozwiązanie zwalające z nóg, nie mniej jednak nie wzbudzi oburzenia i nikt nie poczuje się oszukany. Nazwałabym ją silnie inspirowaną A.B.C. i Godziną zero, ale jednak dalej całkiem oryginalną. Hannah nieźle opanowała podrzucanie fałszywych tropów, co nie do końca udawało się w poprzednich książkach, ale prawdopodobnie każdy wierny czytelnik Christie nie będzie mieć najmniejszych problemów z rozwiązaniem zagadki. 

Jej Poirot, pomijając początek książki, który niestety wiele obiecywał, to w dalszym ciągu nie jest Hercule znany i uwielbiany. Przeszkadza mu w tym Edward Catchpool, przeszkadza raczej wąska wyobraźnia autorki i braki w pisarskim warsztacie. Wyraźnie widać jej literackie niedociągnięcia w momencie, gdy nawet dysponując niezgorszym pomysłem na intrygę nie umie odpowiednio osadzić w niej detektywa i przedstawić śledztwa metodycznie, ale w pasjonujący sposób. Trójca jej kryminałów z Poirotem, podobnie jak ostatnia adaptacja Morderstwa w Orient Expressie to cała seria zawiedzionych nadziei i zmarnowanego potencjału by przedstawiać Poirota kolejnym pokoleniom czytelników. Dyskusyjna kreacja Kennetha Branagha i równie dyskusyjny rzekomy talent Hannah zachęcają jedynie do tego by kolejny raz wyciągnąć zaczytany do nieprzytomności egzemplarz Śmierci na Nilu albo znów zagłębić się w serial Agatha Christie's Poirot z Davidem Suchetem.

Poprzednim razem, by nie kończyć recenzji tak gorzko mianowałam Roberta Galbraitha (aka J.K. Rowling) godną następczynią Agathy, po dwóch latach do tej nie za długiej listy dołączam nazwisko Anthony'ego Horowitza. Horowitz, autor dwóch naprawdę dobrych kontynuacji Conan Doyle'a Dom jedwabny i Moriarty oraz niezłego pastiszu Iana Fleminga - Cyngiel śmierci, w moich oczach naprawdę zasłużył się świetnie nawiązującym do złotej ery kryminału Morderstwem w Somerset, zaś w tym roku Pogrzebem na zamówienie zapoczątkował cykl kryminałów z Danielem Hawthornem. Czy w świecie Jamesa Bonda, czy w wiktoriańskiej Anglii czy na współczesnej prowincji Horowitzowi nie brakuje zarówno swady w opisywaniu świata jak i brawurowych pomysłów. Czerpie z tradycji, odpowiednio ją przekształca by była atrakcyjna dla współczesnego czytelnika, ale zarówno historyczne realia jak i smakowite detale są u niego odpowiednio wypielęgnowane.

 Nieśmiało liczę, że może osoby odpowiadające za dziedzictwo Agathy Christie w końcu podziękują Sophie Hannah i wnikliwie przyjrzą się prawdziwym następcom tronu po Królowej Kryminału. 
Bo przecież tak naprawdę wszyscy chcemy by Poirot rzeczywiście powrócił....

niedziela, 16 września 2018

2 lata Kuchni Poirot i rozwiązanie konkursu

Wczoraj blog oficjalnie skończył dwa lata i jako dwulatek może potwierdzić - miłośników najbardziej genialnego z detektywów, niezrównanego Hercule Poirot z każdym rokiem jest coraz więcej i więcej. Wznieśmy więc toast (obowiązkowo jego ulubioną tisane) za małe szare komórki oraz za przemiłe zwyciężczynie konkursów urodzinowego tygodnia!

 

Przede wszystkim pragnę bardzo serdecznie podziękować wszystkim osobom, które wzięły udział w konkursie i podzieliły się arcyciekawymi przemyśleniami na temat Małego Belga, a także wszystkim czytelnikom Kuchni Poirot. 
Wybór najciekawszej odpowiedzi nie był łatwy, zwłaszcza, że każda z nich tak cudownie opisywała, to co sama uwielbiam w Najsłynniejszym Belgijskim Detektywie.
Ponieważ jakaś decyzja zapaść musiała, zdecydowałam się nagrodzić dwie z Pań:

Pani Marlena Łozińska otrzymuje książkę Martina Fido Świat Agathy Christie

Pani Agnieszka Wójcik otrzymuje książkę Agathy Christie Nemezis


Gratuluję Zwyciężczyniom i proszę o przesłanie adresów do wysyłki na email: kuchniapoirot@gmail.com
 

czwartek, 13 września 2018

Urodzinowy konkurs: Hercule nr 2

Urodzinowy tydzień w pełni - czas na kolejny konkurs. Po Poirotowej zagadce czas na coś zupełnie innego - zwycięzca zaś otrzyma nowy egzemplarz książki - albumu Martina Fido Świat Agaty Christie. Zapraszam!

 Wystarczy do soboty 15 września 2018 r. napisać w komentarzach pod tym postem (lub pod postem na FB) za co najbardziej lubicie Poirota, proste i przyjemne zadanie, które żadnemu miłośnikowi Detektywa nie sprawi żadnych trudności. A jeśli o wiele bardziej wolicie Pannę Marple lub innych detektywów Christie, chętnie posłucham czemu Mały Belg nie przysporzył sobie waszej sympatii.
Najlepsza odpowiedź zostanie nagrodzona książką, wyniki zaś już w niedzielę 16 września :)

 

wtorek, 11 września 2018

Wielka piątka: 5 filmowych zbrodni w pociągu

Po 5 podróżach pociągiem z Agathą Christie dalej pozostajemy w temacie kolejowym tym razem z filmowymi zbrodniami w pociągu. Oczywiście nie mogło zabraknąć Morderstwa w Orient Expressie w jedynej słusznej wersji z 1974 roku, ale oprócz tego przygotowałam kilka niespodzianek. Coś w sam raz na długie, jesienne seanse filmowe:

1. Morderstwo w Orient Expressie (Murder on the Orient Express), reż. Sidney Lumet, 1974 r.
obsada: Albert Finney, Lauren Bacall, Anthony Perkins, Ingrid Bergman, Vanessa Redgrave, Sean Connery, John Gielgud, Michael York, Jacqueline Bisset
  
Końcowe wyjaśnienia. Zdjęcie ze strony: hindustantimes.com.
 Pierwsza wielka adaptacja Agathy, która już na początku wysoko ustawiła poprzeczkę - parada gwiazd ekranu (czołowa femme fatale - Lauren Bacall, słynna Ingrid Bergman, ikony brytyjskiego teatru John Gielgud i Wendy Hiller, Anthony Perkins - Norman Bates z Psychozy czy Sean Connery -  pierwszy kinowy James Bond, Jacqueline Bisset czy Vanessa Redgrave), doskonała scenografia i mistrzowska reżyseria Sidneya Lumeta, twórcy m. in Dwunastu gniewnych ludzi, Serpico i Pieskiego popołudnia. Wiadomo było, że później może być tylko gorzej i rzeczywiście - od czasu filmu z Albertem Finneyem Morderstwo w Orient Expressie wybitnie nie ma szczęścia: budząca grozę wersja z Alfredem Moliną, niesamowicie ponury odcinek serialu Agatha Christie's Poirot ze świetnym skądinąd Davidem Suchetem i ostatnia wersja z Kennethem B. o której lepiej jak najszybciej zapomnieć. Paradoksalnie największą wadą filmu z 1974 roku jest Albert Finney, który choć zdecydowanie jest dobrym aktorem jako Poirot po prostu nie pasuje - wiekiem, dziwaczną charakteryzacją czy specyficzną aktorską manierą.



2. Starsza pani znika (The Lady Vanishes), reż. Alfred Hitchcock, 1938 r.
obsada: Margaret Lockwood, May Whitty, Michael Redgrave, Basil Radford, Paul Lukas

May Whitty jako Panna Froy i Margaret Lockwood (Iris). Zdjęcie ze strony: cineplex.com
 
Hitchcock, mistrz suspensu, podobnie jak Królowa Kryminału uwielbiał pociągi  i często umieszczał w nich akcję swoich filmów. W filmach takich jak 39 kroków, W cieniu podejrzenia czy Północ-pólnocny zachód sceny w pociągu pełnią kluczowe rolę. Jednak miłośnika zagadek i angielskiego humoru najbardziej zainteresuje film sprzed Hollywoodzkiego okresu Hitchcocka- nakręcona w 1938 roku sensacyjna komedia Starsza pani znika, gdzie praktycznie większość akcji rozgrywa się w pociągu. Wśród podróżnych wracających do Londynu z fikcyjnego kraju na Bałkanach jest młoda kobieta Iris (Margaret Lockwood), która przed wejściem do pociągu doznaje urazu głowy. Pod swoją opiekę bierze ją urocza stara panna Froy (May Whitty), która w trakcie podróży znika w tajemniczych okolicznościach, a dodatkowo nikt z pasażerów nie jest w stanie jej sobie przypomnieć. Czy tytułowa starsza pani była tylko wytworem wyobraźni Iris czy może mamy do czynienia z diabelskim spiskiem? O tym filmie Francois Truffaut powiedział, że "intryga zawsze tak go wciąga, że nie jest w stanie skupić się na tym jak film jest zrobiony". Jest tu i kostyczny brytyjski humor i sprawnie poprowadzona, budząca napięcie intryga.
 
3. Lady on a Train, reż. Charles David, 1945 r.
obsada: Deanna Durbin, Ralph Bellamy, David Bruce, Edward Everett Horton

Elegancka Deanna Durbin zaraz zostanie "świadkiem mimo woli". Zdjęcie ze strony: www.noirfilmfestival.cz
 
 Ponad dziesięć lat przed 4.50 z Dworca Paddington Agathy Christie podobny koncept (morderstwo widziane z pociągu) pojawił się w tej kryminalnej komedii z popularną w latach 40-tych piosenkarką i okazjonalną aktorką Deanną Durbin. Podróżująca do Nowego Yorku młoda kobieta widzi ze swojego przedziału popełnione w jednym z domów przy torach morderstwo - tak jej się przynajmniej wydaje. Oczywiście nikt nie wierzy dziewczynie i w rezultacie musi podjąć śledztwo na własną rękę szukając pomocy u swojego ulubionego autora kryminałów. Lady on a Train trochę parodiuję popularny w tym okresie film noir, trochę jest komedią muzyczną - Deanna wykonuje z zacięciem kilka niezłych utworów m.in. arcyzmysłową wersję Night and Day Cole'a Portera. To lekka komedia z bożenarodzeniowymi akcentami, ale też ciekawą kolejową zagadką.

4. Nieznajomi z pociągu (Strangers on a Train), reż. Alfred Hitchcock, 1951
obsada: Farley Granger, Leo G. Carroll, Robert Walker, Ruth Roman, Patricia Hitchcock

Farley Granger (Guy) i Robert Walker (Bruno) podczas słynnej sceny w pociągu. Zdjęcie: thefilmstage.com

Alfred Hitchcock po raz kolejny, tym razem w niezbyt wiernej adaptacji kryminału Patrici Highsmith(twórczyni słynnego cyklu o utalentowanym panu Ripley). Znany tenisista Guy Haines spotyka w pociągu czarującego Bruna, który deklaruje się jako jego zagorzały fan i zna podejrzanie dużo szczegółów z życia prywatnego tenisisty (jak dość jędzowata żona, która nie chce dać mu rozwodu). Okazuje się, że Bruno to szaleniec, który wpadł na pomysł zbrodni doskonałej - on zabije żonę Hainesa, a Guy w rewanżu zabije jego ojca. Zniesmaczony tenisista nie traktuje go poważnie, ale szybko uświadamia sobie, że Bruno wykonał swoją część umowy i nastaje na Guya by i on dotrzymał słowa. Nieznajomi z pociągu to po trosze moralitet o złu, które drzemie w każdym z nas, ale jeszcze bardziej szalona, czarna komedia, zaś Bruno w wykonaniu Roberta Walkera jest jednym z ciekawszych ekranowych morderców. Nad scenariuszem pracował nikt inny tylko wielki mistrz czarnych kryminałów Raymond Chandler, jedno zaś jest pewne - po obejrzeniu Nieznajomych z pociągu z pewnością zastanowimy się dobrze przed rozpoczęciem niezobowiązującej pogawędki z przygodnym podróżnym w przedziale.


5. Przedział morderców (Compartiment tueurs), reż. Constantin Costa-Gavras, 1965 r.
obsada: Yves Montand, Simone Signoret, Jean-Louis Trintignant, Michel Piccoli

Francuski szyk w pociągu. Na zdjęciu m.in. Simone Signoret i Yves Montand. listal.com/viewimage/7785484

 Francuski kryminał z lat 60-tych którego intrygi nie powstydziłaby się Agatha Christie. Przedział morderców jeszcze przed głośnym Morderstwem w Orient Expressie zapakował do pociągu całą masę francuskich gwiazd: legendarne małżeństwo Yves Montand i Simone Signoret, aktora znanego z filmów Vadima, Rohmera czy Haneke: Jean-Louis Trintignanta czy człowieka-instytucje, jednego z faworytów Bunuela: Michela Piccoli. Za kamerą stanął debiutujący jako reżyser Grek rosyjskiego pochodzenia Constantin Costa-Gavras, który po latach nakręci m. in.  Z czy Małą apokalipsę. W nocnym pociągu znalezione zostają zwłoki młodej kobiety, śledztwo prowadzi starzejący się (wzorowany nieco na Maigretcie) komisarz Grazzi (Yves Montand). Nie kończy się na jednej zbrodni - kolejno zaczynają ginąć pasażerowie sypialnego wagonu w którym dokonano morderstwa... Rozwiązanie ścina z nóg i przywodzi na myśl Christie w najlepszej formie - jak chociażby A.B.C. Przedział morderców jest zresztą adaptacją, wydanego również w Polsce, kryminału Sebastiana Japrisota.