Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adaptacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adaptacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2020

Śmierć Lorda Edgware'a (Thirteen at Dinner) 1985 r. - z telewizyjnych wykopalisk...

Peter Ustinov w Śmierci na Nilu (1978 r.) oraz Zło czai się wszędzie (1982 r.) niezmiennie pozostaje jednym z moich ulubionych wcieleń belgijskiego detektywa. Niestety mimo sukcesu obu filmów słynny aktor powrócił do kin w roli Poirota jeszcze tylko w niezbyt udanym Rendez-vous ze śmiercią (1988 r.). Ale na szczęście nim zakończyła się jego kariera Małego Belga powstały trzy zabawne telewizyjne ekranizacje Christie - Śmierć Lorda Edgware'a, Zbrodnia na festynie oraz Tragedia w trzech aktach. A w Śmierci Lorda Edgware'a czeka nas prawdziwa niespodzianka - obok Ustinova w telewizyjnym filmie zobaczymy także Davida Sucheta! 

 

Peter Ustinov i Faye Dunaway. Zdjęcie ze strony: scw1842.livejournal.com


  Wszystkie te trzy telewizyjne adaptacje niestety pozbawione są kostiumowej finezji Zło czai się wszędzie, akcja zaś z niewiadomych względów rozgrywa się współcześnie. Jednak wzorem Śmierci na Nilu  zadbano o dobór odpowiednich gwiazd: i tak w Tragedii w trzech aktach w roli Sir Charlesa wystąpił legendarny hollywoodzki aktor Tony Curtis, w Zbrodni na festynie gwiazda klasycznego  kina Constance Cummings, zaś w Tajemnicy Lorda Edgware'a "Bonnie Parker" i zdobywczyni Oscara Faye Dunaway. Kolejną rewelacją jest też niestandardowy Kapitan Hastings - zamiast kojarzonego z tą rolą z Agatha Christie's Poirot Hugh Frasera wystąpił komiczny Jonathan Cecil.  Jego interpretacja Kapitana to gapowaty i naiwny jak dziecko, ale bardzo brytyjski gentleman.

Z tych trzech filmów zdecydowanie najbardziej polecam Śmierć Lorda Edgware'a. Choć wszystkie  wersje starają się wiernie trzymać książkowych oryginałów (często w stopniu o wiele większym niż serial Poirot) to i tak nieuniknione są dość zabawne zmiany. Jak Poirot występujący w telewizji czy przeniesienia akcji Tragedii w trzech aktach z brytyjskiego wybrzeża prosto do Rio de Janeiro. Śmierć Lorda Edgware'a w której Poirot i Hastings przypadkowo trafiają w aktorski światek i szpony pięknej Jane Wilkinson (Faye Dunaway) nie traci jednak wiele na współczesnym decorum. Dalej jest to świat zbytkownych rezydencji i eleganckich przyjęć, intryga wypada równie znakomicie co w książce, a charyzmatyczna Faye Dunway jest godną partnerką dla aktora tej klasy co Peter Ustinov. 

Dwaj Detektywi. Zdjęcie ze strony:pinterest.com
Największą niespodzianką jest jednak zobaczenie Davida Sucheta w roli... Inspektora Jappa! Niecałe cztery lata przed premierą serialu Agatha Christie's Poirot brytyjski aktor wcielił się w rolę niezbyt rozgarniętego policjanta - i trzeba przyznać nie wypada w niej równie sympatycznie co Philip Jackson. Nie sposób też wspomnieć o kultowym wręcz aktorze z Wysp Billu Nighty (znanym m.in. z To właśnie miłość, About Time czy Radia na fali), który jeszcze stosunkowo wtedy nieznany, wcielił się w filmie w rolę Ronalda Marsha.

Śmierć Lorda Edgware'a pozostaje miłą i niezobowiązującą pozycją na wieczór filmowy a'la Poirot - niezbędną dla miłośników Ustinova i ciekawą dla wiernych fanów Davida Sucheta.

czwartek, 31 października 2019

Wielka piątka: 5 kryminałów Agathy Christie na jesień

 

Jesień - pora tweedów, polowań, spacerów po sadzie i grania w Cluedo przy kominku. Poirot już wyciągnął najcieplejsze płaszcze, a Panna Marple kończy doglądać ostatnich jesiennych kwiatów. Czyli jednym słowem - IDEALNA pora na dobry kryminał. Choć z drugiej strony jak wiadomo dla prawdziwego miłośnika Christie KAŻDA pora roku jest tą najlepszą. Tylko, że jesień, angielska prowincja i porządne morderstwo razem brzmią szalenie, szalenie kusząco. Oto moje typy:     

 

1. Morderstwo odbędzie się...(A Murder is Announced), 1950 r.


Wersja z 1985 r. Zdjęcie ze strony pbs.org

 Październik, prowincjonalne miasteczko Little Paddocks. W lokalnej gazecie pojawia się ogłoszenie: "Morderstwo odbędzie się... Osobne zaproszenia nie będą rozsyłane". I oczywiście gdy żądni rozrywek mieszkańcy zbiorą się w rustykalnym salonie rezydencji Panny Blacklock gasną wszystkie światła i ...
Morderstwo odbędzie się to zdecydowanie jedna z najlepszych spraw Panny Marple - intryga jest iście szatańska, ale to atmosfera jesieni na angielskiej wsi - ogrodów podupadających dworów pełnych marcinków i chryzantem, herbaciarni gdzie plotkują stare panny i salonowych rozrywek podupadłej, skrywającej niejedną tajemnicę klasy średniej czyni Morderstwo... tak wyjątkowym.
Jeśli chodzi o ekranizacje - zarówno wersja z Joan Hickson z 1985 roku jak i ta z Geraldine McEwan z roku 2005 należą do ścisłej czołówki najlepszych telewizyjnych Christie.


2. Wigilia Wszystkich Świętych (Hallowe'en Party), 1969 r.


Zdjęcie ze strony: investigatingpoirot.blogspot.com

Przyjaciółka Poirota i znana autorka kryminałów Ariadna Oliver ma wybitnego pecha do znajdowania  trupów. Niewinne przyjęcie dla dzieci z okazji Halloween kończy się makabrycznie i potrzebna jest interwencja Małego Belga by wyjaśnić śmierć pewnej nieznośnej dziewczynki.

Wigilia Wszystkich Świętych należy do  późniejszych książek Christie i nie tylko cechuje ją ponura, przesiąknięta niepokojem atmosfera, ale niestety również słabsza, w porównaniu z jej wcześniejszymi dziełami, intryga. Pewne wątki są niespójne, nie wszystkie pomysły do końca udane, ale mimo wszystko w mało którym kryminale znajdziemy tak pełną detali, wciągającą Halloweenową atmosferę. Telewizyjna wersja z 2010 roku z niezrównanym Davidem Suchetem trzyma poziom i jest świetną propozycją na jesienny wieczór.


3. Rosemary znaczy pamięć (Remembered Death/Sparkling Cyanide),  1945 r.

 W pełen zadumy i wspomnień klimat Święta Zmarłych wpisuje się z kolei ten mniej znany (detektywem, jeśli można tak określić jego rolę, jest tutaj przyjaciel Poirota z Kart na stół i Śmierci na Nilu Pułkownik Race) kryminał Agathy Christie. Rosemary znaczy pamięć to elegancka historia, bohaterami są ludzie z towarzystwa na których rok wcześniej spadła niespodziewana (i dość spektakularna) śmierć pięknej Rosemary. Wspominają ją siostra, mąż, kochankowie i zazdrosne kobiety, zachodzi też podejrzenie, że jej śmierć podczas uroczystej kolacji nie była samobójstwem.  Mąż próbuje rozwiązać tą sprawę ponownie inscenizując przyjęcie, które zakończyło się tragedią i znów dochodzi do morderstwa...

Utrzymana trochę w klimacie 5 małych świnek książka dobitnie pokazuje talent Agathy Christie do prozy obyczajowej, a przy tym zagadka kryminalna wypada tu naprawdę ciekawie. Uważnym miłośnikom Poirota może kojarzyć się trochę z opowiadaniem z nim zatytułowanym Żółty Irys ( z tomu Detektywi w służbie miłości) - i słusznie, to trochę zmodyfikowana, rozszerzona wersja.


4. Tajemnica Bladego Konia (The Pale Horse), 1961 r. 


Julie McKenzie jako Panna Marple w Tajemnicy Bladego Konia. Zdjęcie ze strony:pinterest.com

Czy to możliwe, że na angielskiej idyllicznej wsi mieszkają czarownice? Pisarz Mark Easterbrook będzie miał okazję przekonać się o tym osobiście, podobnie jak o istnieniu pewnej nietypowej organizacji. Wszystko okraszone urokiem jesiennej prowincji, angielskiego folkloru i nawiązaniami do Szekspira.
Tajemnica Bladego Konia  to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Agathy Christie z lat 60-tych. Pełna humoru, ale także miejscami autentycznie przerażająca. Pisarka już w zbiorze Świadek oskarżenia udowodniła, że pisanie historii o duchach wychodzi jej świetnie, a Tajemnica bladego konia zdecydowanie to potwierdza. Książka została dotychczas zaadaptowana na mały ekran dwa razy (trzecią wersję szykuje o zgrozo BBC wraz z ulubioną scenarzystką Świadka oskarżenia, Próby niewinności i ABC Sarą Phelps): raz w uwspółcześnionej wersji w 1996 roku, raz w ramach serii z Panną Marple (która oczywiście w książce nie występuje).

5. Pani McGinty nie żyje ( Mrs McGinty's Dead), 1952 r.


Zdjęcie ze strony:pinterest.com

Zagadkowe morderstwo sprzed lat, problemy Ariadny Oliver z teatralną wersją jej fińskiego detektywa i Poirot na gościnnych występach na zapadłej angielskiej wsi - prawdopodobnie nie ma lepszego kryminału do czytania wśród domowych wygód niż zabawnie opisane perypetie Hercule'a z niezbyt cywilizowaną prowincją. Pani McGinty nie żyje pozostaje jednym z bardziej makabrycznych kryminałów Christie, a niezbyt budujący obraz małej społeczności jaki przedstawia dodaje mu ponurego uroku.
Intryga spodobała się w filmowym świecie na tyle, że pierwsza adaptacja pojawiła się w ramach serii z Margaret Rutherford jako Panną Marple! Murder Most Foul z 1964 roku bierze z książki jedynie zarys fabuły, dodaje za to dużo gagów i nie do końca trafionych wątków. Wersja z Poirotem (oczywiście w tej roli David Suchet) pojawiła się w 2008 roku. 


Panna Marple zamiast Poirota. Zdjęcie ze strony: collector.com


czwartek, 24 października 2019

Śmierć na Nilu 2020 - garść informacji

Stało się. Kenneth Branagh oficjalnie powróci jako Poirot (a także reżyser) w trzeciej już adaptacji Śmierci na Nilu. Podobnie jak wcześniej Peter Ustinov i David Suchet, wyruszy w rejs wypełnionym gwiazdami parowcem Karnak. Co dokładnie z tego wyniknie zobaczymy już w październiku 2020 roku...

 



  Poprzednie rejsy


Śmierć na Nilu wyreżyserowana w 1978 roku przez Johna Guillermina ze scenariuszem Anthony'ego Shaffera jest uważana za jedną z najlepszych adaptacji Christie w historii kina. Nie tylko Ustinov daje prawdziwy aktorski popis, dystansujący Poirota Alberta Finneya, ale swoje robi też nagromadzenie legend kina, które być może biją na głowę nawet obsadę Morderstwa w Orient Expressie - Mia Farrow, Jane Birkin, Angela Lansbury, Maggie Smith, Olivia Hussey, Lois Chiles, David Niven, czy niesamowita Bette Davis. Podobnie jak w przypadku Morderstwa w... postawiono na przepych i glamour, egzotykę i luksus słynnego hotelu Old Cataract w którym bywała sama Agatha Christie. Nie jest to najwierniejsza adaptacja - wiele wątków i postaci pominięto, ale bynajmniej nie rzuca się to w oczy. Przyznaję - obok Zło czai się wszędzie to moja ulubiona Christie na dużym ekranie.




W zrealizowanej dla cyklu Agatha Christie's Poirot  wersji z 2004 roku z niezrównanym Davidem Suchetem próżno szukać wielkich nazwisk (choć postać bogatej dziedziczki Linnet zagrała wtedy jeszcze stosunkowo nieznana Emily Blunt), ale niewątpliwie jest to pasjonująca, a przy tym bardzo wierna książce ekranizacja. Prawie wszystkie obecne u Christie smaczki i często tajemnicze życiorysy bohaterów zostały zachowane, a obsada prezentuje, jak zawsze w serii, wysoki poziom.



DC Comics, Gra o tron i....


Pierwszą niespodzianką nowej wersji Śmierci na Nilu jest przede wszystkim obsadzenie głównego romansowego trójkąta Linnet, Jackie i Simona. W roli bogatej i egoistycznej Linnet Ridgeway zobaczymy gwiazdę filmów o superbohaterach DC Comics - aktorkę i modelkę Gal Gadot aka Wonder Woman. Jako niezrównoważoną i cierpiącą Jackie wystąpi Rose Leslie, najlepiej znanej szerszej publiczności z serialu Gra o tron. Ciekawie zapowiada się obecność Armiego Hammera, utalentowanego aktora, którego role w Tamtych dniach, tamtych nocach czy The Man from U.N.C.L.E. cieszyły się uznaniem krytyki.

Kolejną niespodzianką jest również tajemniczy udział w filmie trójki angielskich komików: współautorek legendarnego serialu Absolutnie fantastyczne - Dawn French i Jennifer Saunders a także kontrowersyjnego (i niezbyt utalentowanego aktorsko) Russela Branda. Pojawi się również legendarna amerykanka Annete Bening, a w roli Pani i Panny Otterbourne wystąpią znana brytyjska aktorka Sophie Okonedo oraz  Letitia Wrighta (najbardziej kojarzona przez publiczność z filmu Black Panther). W obsadzie zaskakuje również obecność Toma Batemana - pamiętnego Monsieur Bouca z Morderstwa w Orient Expressie. Czyżby niezbyt ważna u Christie postać miała w filmach Branagha zostać drugim Hastingsem? 

Wszystko zależy od Michaela Greena, scenarzysty odpowiedzialnego również za Morderstwo w Orient Expressie, który ma na koncie scenariusze do filmów sporo odbiegających od urokliwego świata klasycznego angielskiego kryminału: Green Lantern, Blade Runner 2049, Logan: Volverine.  Czy Green i Branagh wyciągnęli odpowiednie wnioski z niedociągnięć i wad Morderstwa..., czy też po raz kolejny miłośników Poirota czekają męczarnie na sali kinowej zobaczymy za rok. 

Wszystkie zdjęcia ze strony: imdb.com

niedziela, 15 września 2019

The ABC Murders (mini serial) 2018 r. - dlaczego nie warto

Gdybym kilka lat temu usłyszała, ze aktor tej klasy co John Malkovich przymierza się do zagrania Poirota, byłabym w siódmym niebie. Jednak po ostatnich sześciu latach w których byliśmy świadkami nie tylko kiepskich adaptacji BBC, ale i rozczarowującej kinowej wersji hitu tej klasy co Morderstwo w Orient Expressie, każdy byłby odrobinę nieufny. I słusznie - jeśli macie ochotę na kiepsko zagraną, ponurą i niemiłosiernie rozwleczoną (do formatu trzech odcinków) historię Poirota upokorzonego, Poirota opluwanego na ulicach i Poirota oszukującego na temat swojej belgijskiej przeszłości to nie ma lepszego rozwiązania niż zasiąść do The ABC Murders.


A.B.C. wydaje się idealną książką do zaadaptowania na duży czy mały ekran. Historia seryjnego mordercy, która igra z  Poirotem jest bardzo przewrotna, a przy tym ma wszystkie walory by zainteresować współczesnego widza. To też mój pierwszy kryminał Christie do którego mam szczególny sentyment. Ale najwyraźniej dla ekranizującej ekipy Alexa Gabassi i Sary Phelps (z której pomysłami inscenizacyjnymi mam na pieńku od czasów Świadka oskarżenia) oryginalny tekst był za mało atrakcyjny i postanowiono dodać biednemu Herculowi takie atrakcje jak dyskusyjny belgijski życiorys, społeczny ostracyzm, zarabianie na urządzaniu przyjęć z morderstwami w domach bogaczy (!) czy dramatyczne załamanie po śmierci jednego z ważnych dla akcji bohaterów.

Zdjęcie ze strony: express.co.uk


Oprócz tego, podobnie jak w Świadku oskarżenia (ponury Londyn po I Wojnie Światowej) czy w Próbie niewinności (zimnowojenna histeria lat 50-tych) zostały dodane historyczne smaczki. Anglia z początku lat 30-tych jawi się tutaj jako jako nietolerancyjna, zacofana i pełna faszystów z ugrupowania Oswalda Mosleya. To już niestety nie ciekawy świat cozy mysteries pełen czaru dawnych lat, ale łopatologiczna demitologizacja przeszłości - brzydkiej, wstydliwej i zapyziałej. I czy muszę dodawać, że pełnej aluzji do aktualnej sytuacji politycznej i społecznej?


W całym tym ambarasie broni się jedynie John Malkovich. Jego interpretacja Poirota - spokojny, introwertyczny, dziwaczny w swoim wycofaniu mężczyzna (w żadnym razie karykaturalny cudzoziemiec czy serdeczny przyjaciel wykrzykujący co chwilę Mon Ami!) jest ciekawa i z pewnością lepsza od tej jaką na dużym ekranie prezentował Kenneth Branagh. Niestety prócz niego The ABC Murders charakteryzuje się wyjątkowo kiepską obsadą, stojąco o stopień niżej od całkiem nieźle zagranej Próby niewinności. Rupert Grint (Ron Weasley) w roli zadufanego komisarza po raz kolejny pokazuje, że szczyt jego możliwości przypadł na dziecięce lata w Harrym Potterze, Eamon Farren nie jest zbyt inspirującym Alexandrem Bonaparte Custem, a Thora Grey zagrana przez Freye Mavor jest zdecydowanie jedną z najgorszych kobiecych ról serii. Błyszczą jedynie Tara Fitzgerald w dodanej na potrzeby filmu roli Lady Carmichael oraz Bronwyn James jako siostra zamordowanej Betty.

Zdjęcie ze strony: tvinsider.com

Dyskusyjne wydaje się, czy mini serial zaplanowany w okresie świątecznym to miejsce odpowiednie na turpistyczne ekscesy, epatowanie makabrą bez powodu i rozrachunki z angielską przeszłością. Ale najwyraźniej próby odświeżenia książek Agathy Christie i upodobnienia ich do kolejnego serialu kryminalnego z teoretycznym przesłaniem i ponurym tłem społecznym nie mijają. I aż strach pomyśleć co zobaczymy w kolejne święta? Pannę Marple jako konserwatywną rasistkę bijącą swoje pokojówki?

Ten trzy odcinkowy serial to kolejna gorzka pigułka w kwestii Poirota współcześnie. Od czasu zakończenia serialu Agatha Christie's Poirot wydaje się, że reputacja belgijskiego detektywa coraz bardziej podupada zatruwana przez książki Sophie Hannah, ekranizację filmową Branagha czy teraz telewizyjne ekscesy. Szkoda czasu na oglądanie i szkoda talentu Johna Malkovicha.

wtorek, 11 września 2018

Wielka piątka: 5 filmowych zbrodni w pociągu

Po 5 podróżach pociągiem z Agathą Christie dalej pozostajemy w temacie kolejowym tym razem z filmowymi zbrodniami w pociągu. Oczywiście nie mogło zabraknąć Morderstwa w Orient Expressie w jedynej słusznej wersji z 1974 roku, ale oprócz tego przygotowałam kilka niespodzianek. Coś w sam raz na długie, jesienne seanse filmowe:

1. Morderstwo w Orient Expressie (Murder on the Orient Express), reż. Sidney Lumet, 1974 r.
obsada: Albert Finney, Lauren Bacall, Anthony Perkins, Ingrid Bergman, Vanessa Redgrave, Sean Connery, John Gielgud, Michael York, Jacqueline Bisset
  
Końcowe wyjaśnienia. Zdjęcie ze strony: hindustantimes.com.
 Pierwsza wielka adaptacja Agathy, która już na początku wysoko ustawiła poprzeczkę - parada gwiazd ekranu (czołowa femme fatale - Lauren Bacall, słynna Ingrid Bergman, ikony brytyjskiego teatru John Gielgud i Wendy Hiller, Anthony Perkins - Norman Bates z Psychozy czy Sean Connery -  pierwszy kinowy James Bond, Jacqueline Bisset czy Vanessa Redgrave), doskonała scenografia i mistrzowska reżyseria Sidneya Lumeta, twórcy m. in Dwunastu gniewnych ludzi, Serpico i Pieskiego popołudnia. Wiadomo było, że później może być tylko gorzej i rzeczywiście - od czasu filmu z Albertem Finneyem Morderstwo w Orient Expressie wybitnie nie ma szczęścia: budząca grozę wersja z Alfredem Moliną, niesamowicie ponury odcinek serialu Agatha Christie's Poirot ze świetnym skądinąd Davidem Suchetem i ostatnia wersja z Kennethem B. o której lepiej jak najszybciej zapomnieć. Paradoksalnie największą wadą filmu z 1974 roku jest Albert Finney, który choć zdecydowanie jest dobrym aktorem jako Poirot po prostu nie pasuje - wiekiem, dziwaczną charakteryzacją czy specyficzną aktorską manierą.



2. Starsza pani znika (The Lady Vanishes), reż. Alfred Hitchcock, 1938 r.
obsada: Margaret Lockwood, May Whitty, Michael Redgrave, Basil Radford, Paul Lukas

May Whitty jako Panna Froy i Margaret Lockwood (Iris). Zdjęcie ze strony: cineplex.com
 
Hitchcock, mistrz suspensu, podobnie jak Królowa Kryminału uwielbiał pociągi  i często umieszczał w nich akcję swoich filmów. W filmach takich jak 39 kroków, W cieniu podejrzenia czy Północ-pólnocny zachód sceny w pociągu pełnią kluczowe rolę. Jednak miłośnika zagadek i angielskiego humoru najbardziej zainteresuje film sprzed Hollywoodzkiego okresu Hitchcocka- nakręcona w 1938 roku sensacyjna komedia Starsza pani znika, gdzie praktycznie większość akcji rozgrywa się w pociągu. Wśród podróżnych wracających do Londynu z fikcyjnego kraju na Bałkanach jest młoda kobieta Iris (Margaret Lockwood), która przed wejściem do pociągu doznaje urazu głowy. Pod swoją opiekę bierze ją urocza stara panna Froy (May Whitty), która w trakcie podróży znika w tajemniczych okolicznościach, a dodatkowo nikt z pasażerów nie jest w stanie jej sobie przypomnieć. Czy tytułowa starsza pani była tylko wytworem wyobraźni Iris czy może mamy do czynienia z diabelskim spiskiem? O tym filmie Francois Truffaut powiedział, że "intryga zawsze tak go wciąga, że nie jest w stanie skupić się na tym jak film jest zrobiony". Jest tu i kostyczny brytyjski humor i sprawnie poprowadzona, budząca napięcie intryga.
 
3. Lady on a Train, reż. Charles David, 1945 r.
obsada: Deanna Durbin, Ralph Bellamy, David Bruce, Edward Everett Horton

Elegancka Deanna Durbin zaraz zostanie "świadkiem mimo woli". Zdjęcie ze strony: www.noirfilmfestival.cz
 
 Ponad dziesięć lat przed 4.50 z Dworca Paddington Agathy Christie podobny koncept (morderstwo widziane z pociągu) pojawił się w tej kryminalnej komedii z popularną w latach 40-tych piosenkarką i okazjonalną aktorką Deanną Durbin. Podróżująca do Nowego Yorku młoda kobieta widzi ze swojego przedziału popełnione w jednym z domów przy torach morderstwo - tak jej się przynajmniej wydaje. Oczywiście nikt nie wierzy dziewczynie i w rezultacie musi podjąć śledztwo na własną rękę szukając pomocy u swojego ulubionego autora kryminałów. Lady on a Train trochę parodiuję popularny w tym okresie film noir, trochę jest komedią muzyczną - Deanna wykonuje z zacięciem kilka niezłych utworów m.in. arcyzmysłową wersję Night and Day Cole'a Portera. To lekka komedia z bożenarodzeniowymi akcentami, ale też ciekawą kolejową zagadką.

4. Nieznajomi z pociągu (Strangers on a Train), reż. Alfred Hitchcock, 1951
obsada: Farley Granger, Leo G. Carroll, Robert Walker, Ruth Roman, Patricia Hitchcock

Farley Granger (Guy) i Robert Walker (Bruno) podczas słynnej sceny w pociągu. Zdjęcie: thefilmstage.com

Alfred Hitchcock po raz kolejny, tym razem w niezbyt wiernej adaptacji kryminału Patrici Highsmith(twórczyni słynnego cyklu o utalentowanym panu Ripley). Znany tenisista Guy Haines spotyka w pociągu czarującego Bruna, który deklaruje się jako jego zagorzały fan i zna podejrzanie dużo szczegółów z życia prywatnego tenisisty (jak dość jędzowata żona, która nie chce dać mu rozwodu). Okazuje się, że Bruno to szaleniec, który wpadł na pomysł zbrodni doskonałej - on zabije żonę Hainesa, a Guy w rewanżu zabije jego ojca. Zniesmaczony tenisista nie traktuje go poważnie, ale szybko uświadamia sobie, że Bruno wykonał swoją część umowy i nastaje na Guya by i on dotrzymał słowa. Nieznajomi z pociągu to po trosze moralitet o złu, które drzemie w każdym z nas, ale jeszcze bardziej szalona, czarna komedia, zaś Bruno w wykonaniu Roberta Walkera jest jednym z ciekawszych ekranowych morderców. Nad scenariuszem pracował nikt inny tylko wielki mistrz czarnych kryminałów Raymond Chandler, jedno zaś jest pewne - po obejrzeniu Nieznajomych z pociągu z pewnością zastanowimy się dobrze przed rozpoczęciem niezobowiązującej pogawędki z przygodnym podróżnym w przedziale.


5. Przedział morderców (Compartiment tueurs), reż. Constantin Costa-Gavras, 1965 r.
obsada: Yves Montand, Simone Signoret, Jean-Louis Trintignant, Michel Piccoli

Francuski szyk w pociągu. Na zdjęciu m.in. Simone Signoret i Yves Montand. listal.com/viewimage/7785484

 Francuski kryminał z lat 60-tych którego intrygi nie powstydziłaby się Agatha Christie. Przedział morderców jeszcze przed głośnym Morderstwem w Orient Expressie zapakował do pociągu całą masę francuskich gwiazd: legendarne małżeństwo Yves Montand i Simone Signoret, aktora znanego z filmów Vadima, Rohmera czy Haneke: Jean-Louis Trintignanta czy człowieka-instytucje, jednego z faworytów Bunuela: Michela Piccoli. Za kamerą stanął debiutujący jako reżyser Grek rosyjskiego pochodzenia Constantin Costa-Gavras, który po latach nakręci m. in.  Z czy Małą apokalipsę. W nocnym pociągu znalezione zostają zwłoki młodej kobiety, śledztwo prowadzi starzejący się (wzorowany nieco na Maigretcie) komisarz Grazzi (Yves Montand). Nie kończy się na jednej zbrodni - kolejno zaczynają ginąć pasażerowie sypialnego wagonu w którym dokonano morderstwa... Rozwiązanie ścina z nóg i przywodzi na myśl Christie w najlepszej formie - jak chociażby A.B.C. Przedział morderców jest zresztą adaptacją, wydanego również w Polsce, kryminału Sebastiana Japrisota. 

wtorek, 27 marca 2018

Śledztwo na cztery ręce, serial 1983 r. - z telewizyjnych wykopalisk...

Jeszcze przed świetnymi rolami Joan Hickson w serii Miss Marple i Davida Sucheta w kultowym Agatha Christie's Poirot widzowie mogli delektować się szalonymi latami dwudziestymi, suto zakrapianymi ginem imprezami  i uroczą parą małżonków-detektywów w zaskakująco wiernej adaptacji Śledztwa na cztery ręce (Partners in Crime) z 1929 roku. Oficjalnie ogłaszam: Tuppence i Tommy Beresford doczekali się adaptacji na miarę swoich detektywistycznych talentów.


Błyskotliwi (i piękni) Detektywi Blunta. Zdjęcie ze strony: tweedlandthegentlemansclub.blogspot.com



James Warwick i Francesca Annis jako Tommy i Tuppence. 
Zdjęcie ze strony: agathachristiereader.wordpress.com
Agatha Christie gościła w telewizji praktycznie od początku, ale to lata 80-te przyniosły pierwszy serial na podstawie jej prozy: wyprodukowany przez Thames Television The Agatha Christie's Hour - 10 niepowiązanych z sobą adaptacji opowiadań, które ukazały się w zbiorach Świadek oskarżenia, Tajemnica Lorda Listerdale'a, Dopóki starczy światła oraz Parker Pyne na tropie. Jednocześnie od 1980 roku London Weekend Television zaczęła ekranizować dwuczęściowe (niesamowicie wierne literackim oryginałom) adaptacje bardziej przygodowych książek Christie: Dlaczego nie Evans? z 1980 roku, Tajemnica siedmiu zegarów z 1981 roku oraz pierwszej książki z Tuppence i Tommym: Tajemniczy przeciwnik. W Tajemniczym przeciwniku z 1983 roku obok dziewczyny Bonda (Pussy Galore w Goldfingerze) Honor Blackman, pojawił się  duet: Francesca Annis i James Warwick (wcześniej zagrali Lady Frankie i Bobby'ego w Dlaczego nie Evans?), w tym samym roku  para wystąpiła w 10 odcinkach Śledztwa na cztery ręce (Partners in Crime) oficjalnie zostając pierwszymi detektywami Agathy Christie, którzy otrzymali własny serial.

Podobnie jak i w książce mamy tu znudzoną małżeńskim dobrobytem i nudnym życiem żywiołową panią Tuppence Beresford i jej najmilszego z mężów Tommy'ego. Oboje tęsknią za pełnym przygód życiem, które prowadzili w szpiegowskich czasach Tajemniczego przeciwnika i tak samo jak ich kamerdyner Albert (Reece Dinsdale) szukają zastępczych rozrywek w postaci czytania ukochanych kryminałów. Ale już w pierwszym odcinku sytuacja diametralnie się zmienia - dobry przyjaciel oferuje im do prowadzenia agencję detektywistyczną Błyskotliwi Detektywi Blunta. Historia być może trochę naciągana: ale nie ukrywajmy - nic nie wciąga bardziej niż oglądanie detektywów-amatorów w akcji. Na początku zajmują się głównie odrzucaniem spraw rozwodowych, ale dzięki sprytowi Tuppence i zmyślnie zaaranżowanej intrydze (w którą wciągnięta jest jej przyjaciółka i pewien arystokrata)  powoli wyrabiają sobie reputację znakomitych detektywów wśród wyższych sfer. 

Francesca Annis w roli najbardziej szykownej bohaterki Christie.Zdjęcie ze strony: pinterest.com


 

Kradzieże klejnotów, opisywane w gazetach morderstwa, ukryte skarby, seryjni truciciele, szpiedzy i nawiedzone rezydencje - książka Christie okraszona rozmaitymi atrakcjami nie potrzebuje wiele by pasjonować widza i w efekcie otrzymujemy 10 odcinków czystej detektywistycznej rozrywki. Autorzy serialu zrezygnowali ze spajającego opowiadania sensacyjnego wątku rosyjskich szpiegów (co prawdopodobnie wyszło na dobre) i (niestety) z parodiowania przez bohaterów największych ówczesnych gwiazd literatury kryminalnej. Poza tym większość odcinków jest zaskakująco wierna oryginalnemu tekstowi, ubarwiając go doskonale zrekonstruowanymi wnętrzami w stylu art deco, angielskim krajobrazom i arcyszykownymi strojami
Pani Beresford. 

Zdjęcie ze strony: agathachristiereader.wordpress.com
Jednak zdecydowanie największą atrakcją Partners in Crime jest obsada. James Warwick, wcześniej występujący jako Bobby w Dlaczego nie Evans? oraz Jimmy Thesiger w Tajemnicy siedmiu zegarów jest idealny jako trochę watsonowaty Tommy Beresford - zakochany w swojej żonie gentleman w każdym calu, który nigdy nie stracił chłopięcych marzeń o prawdziwych przygodach. Ale to Francesca Annis (znana z roli Lady Macbeth w niesławnym filmie Romana Polańskiego) pełni tu rolę prawdziwego spiritus movens i jest postacią zdecydowanie fascynującą. Czuła żona, ale jednocześnie niezależny duch i świetny detektyw, nowoczesna flapper girl i atrakcyjny kompan do  awanturki. Ta dwójka świetnie się ze sobą bawi i ten właśnie duch niczym nieskrępowanej zabawy udziela się oglądającemu. Szalone lata dwudzieste to temat zawsze intrygujący, ale w mało którym serialu wyglądają aż tak kusząco.
 


Serial nie odniósł zatrważającego sukcesu i jedyną nagrodą jaką otrzymał było Emmy za najlepszą serialową czołówkę dla grafika Johna Tribe, potem popadł w zapomnienie przyćmiony popularnością Agatha Christie's Poirot. A słynnymi parami detektywów lat 80-tych zdecydowanie zostali Pierce Brosnan i Stephanie Zimbalist w Remington Steele czy Cybil Shephard i Bruce Willis w Na wariackich papierach. Tuppence i Tommy (już znacznie starsi) ponownie pojawili się dopiero w XXI wieku w trzech francuskich produkcjach z  Catherine Frot i Andre Dussolierem oraz gościnnie w jednym z odcinków Agatha Christie's Marple z Geraldine McEwan  na podstawie Domu nad kanałem gdzie w ich role wcielili się Greta Scacchi i Anthony Andrews. 
Z kolei w 2015 roku BBC zapowiedziało wielki powrót małżeństwa Beresfordów i wypuściło sześcioodcinkowy serial Partners in Crime, który nie ma nic wspólnego z książka, za to w dość partacki sposób próbuje uatrakcyjnić Tajemniczego przeciwnika i N czy M? dodając szereg irytujących zmian. Niestety cierpi na tym klarowna intryga, cierpią znudzeni widzowie, a Jessice Raine i Davidowi Walliamsowi daleko do Francesci Annis i Jamesa Warwicka. 
Starsze może nie zawsze oznacza lepsze, ale w tym wypadku nie ma wątpliwości: zapomnijmy o wersji BBC, Partners in Crime z 1983 roku to prawdziwa perełka dla każdego miłośnika Christie.

Nagradzana serialowa czołówka w stylu art deco. Zdjęcie ze strony yvettecandraw.blogspot.com

 

środa, 8 listopada 2017

Morderstwo w Orient Expressie 2001 r. recenzja - z telewizyjnych wykopalisk...

Telewizyjna adaptacja Morderstwa w Orient Expressie z Alfredem Moliną jako Poirotem to dokładnie taki film, który w tygodniu, grubo po północy puszczają stacje w rodzaju TV4 czy TVN 7. Łatwo na nim przysnąć, znajomość książki jest niepotrzebna (wręcz niepożądana), ale za to jego wartość komediowa - przeogromna. Wielbiciele najgorszych filmów świata powinni być zachwyceni. Złe aktorstwo, błędy techniczne, niskobudżetowa scenografia czy luki w fabule - jednym słowem zapraszam do telewizyjnego piekła adaptacji Christie.

 
Alfred Molina jako Poirot. Zdjęcie ze strony cineworld.co.uk

  
Już podczas pisania Wielkiej piątki nietypowych Poirotów (artykuł do znalezienia tutaj  zastanawiało mnie po co ktokolwiek porywał się na coś tak karkołomnego jak Morderstwo w Orient Expressie bez Davida Sucheta (który od 1989 roku był jedynym właściwym Poirotem), a zdecydowanie jeszcze bardziej dziwiło co w tej produkcji robi Afred Molina i legenda kina Leslie Caron? I kto w ogóle zgodził się na uwspółcześnienie akcji?

Tak, jednym z największych grzechów Morderstwa w...  z 2001 roku jest pożegnanie splendoru dawnych eleganckich czasów na rzecz współczesnego i niezbyt pięknego Orient Expressu, dojmująco brzydkiej scenografii i kostiumów, których wstydziłyby się nawet polskie produkcje z końca lat 90-tych. Ale i tak nic nie jest gorsze od Poirota dowiadującego się o powiązaniu morderstwa ze sprawą Armstrongów z kasety wideo, Poirota obsługującego laptop czy ostentacyjnie  rozmawiających przez komórkę (patrzcie jacy jesteśmy nowocześni) bohaterów. Quelle horreur! Dodajmy do tego bardzo złe aktorstwo - Meredith Baxter grająca Panią Hubbard, David Hunt jako pułkownik Arbuthnot  czy wybitnie irytująca Natasha Wightman/Mary Debenham. Ale nawet przy nich wyróżnia się Peter Strauss aka Samuel Rachett - czarny charakter, który ubiorem i stylem gry przypomina niezbyt rozgarniętych, robiących w narkotykowym biznesie gangsterów z filmów klasy D. 
Wszystko to jest bardzo dalekie od świata Agathy Christie i adaptacji z Albertem Finneyem, Davidem Suchetem czy Peterem Ustinovem.

Poirot, Fritz Wepper jako Pan Bouc oraz David Hunt jako Arbuthnot. Zdjęcie ze strony mozi.24.hu

W samej intrydze dużo pozmieniano - zrezygnowano z części bohaterów (Doktora Constantine, misjonarki Grety Ohlsson, kamerdynera Mastermana, pokojówki Hildegardy i Cyrusa Hardmana) i dodano wątek Hrabiny Rossakoff (młodej, pięknej, prowadzącej nocny klub w Stambule i szalejącej za naszym Belgiem, a więcej o Hrabinie można znaleźć w artykule Zakochany Poirot ) skutkiem czego w fabule pojawiają się nieuchronne luki. Zaś zdecydowanie największą, godną Monty Pythona wpadką jest scena w której Hercule bada zwłoki - nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym by zorientować się, że ofiara oddycha!

Leslie Caron jako Signora Alvarado

Jeśli ktokolwiek wychodzi z tego bałaganu obronną ręką to zdecydowanie Leslie Caron i Alfred Molina. Leslie Caron, baletnica i gwiazda wielu francuskich i hollywoodzkich produkcji z lat 50-tych i 60-tych (Amerykanin w Paryżu, Gigi czy Kopciuszek) z ujmującym wdziękiem gra Signorę Alvarado (książkową Księżnę Dragomiroff). Zaś największym zaskoczeniem jest sam Poirot w wykonaniu Alfreda Moliny o włosko-hiszpańskich korzeniach. Hercule Moliny nie jest może tak genialny jak dopracowana kreacja Davida Sucheta, ale umiejętnie łączy humor, spryt i inteligencję. Jego Poirot da się lubić i ma w sobie coś z Petera Ustinova. Podobnie jak w przypadku Leslie Caron, szkoda,  że rola Moliny zmarnowała się w filmie skazanym na bardzo, bardzo, bardzo złe recenzję.

Molina jako Poirot. Zdjęcie ze strony myszamovie.pl

Pozostaje ważne pytanie - czy skacząc o 3 w nocy po telewizyjnych kanałach i natrafiając na Morderstwo w Orient Expressie z Moliną lepiej odpalić serial na pewnej platformie na n czy może wyciągnąwszy niezdrowe przekąski jednak oddać się ponuremu oglądaniu połączonemu z rzucaniem popcornem w niemrawych bohaterów? Cóż, ostrożnie doradzam obejrzeć i przekonać się samemu.
 

piątek, 24 marca 2017

Świadek oskarżenia (mini-serial) 2016 - recenzja

  Niedawno BBC potwierdziło, że miłośnicy Królowej Kryminału co roku będą dostawać swoją telewizyjną Christie for Christmas.  

W 2015 uraczono nas adaptacją Dziesięciu murzynków, a w następne święta czeka Próba niewinności. Boże narodzenie anno 2016 należało zaś do kontrowersyjnego Świadka oskarżenia i pewne jest, że większość widzów nie prędko zapomni o seansie.

 

Świadek oskarżenia, pierwotnie opowiadanie z lat 20-tych¹, zostało przerobione przez samą Christie na sztukę teatralną po raz pierwszy wystawioną w 1953 roku. 

Emily French, bogata, starsza dama, zostaje brutalnie zamordowana we własnym domu, głównym podejrzanym jest jej młodszy kochanek (eufemistycznie określany jako przyjaciel) Leonard Vole.  Alibi Vole'a opiera się głównie na zeznaniach jego żony/towarzyszki Romaine (w sztuce Christine) - tajemniczej, chłodnej cudzoziemki. Ale jej intencje, odkąd dowiaduje się co łączyło Leonarda z zamordowaną, nie są do końca jasne... 

 

Andrea Riseborough jako Romaine. Zdjęcie ze strony http://www.telegraph.co.uk/

 

Za kamerą brytyjski reżyser Julian Jarrold, znany z kilku bardzo dobrych filmów TV - głównie biografii ( Worried About the Boy o Boyu George'u, The Girl o trudnej relacji Alfreda Hitchocka i Tippi Hedren, Appropriate Adult o parze seryjnych morderców) i kilku gorszych filmów, które gościły w kinach (Becoming Jane, Brideshead Revisited i The Royal Night Out). 

Scenarzystką jest Sarah Phelps, która sprawdziła się już w  adaptacji I nie było już nikogo. W obsadzie może nie wielkie gwiazdy, ale znajome nazwiska - Toby Jones, Kim Cantrall, Monica Dolan, Andrea Riseborough.

Dwuczęściowej produkcji BBC zdecydowanie bliżej do oryginalnego opowiadania niż do sztuki (zekranizowanej wspaniale przez Billy'ego Wildera w 1957) - brak tu czołowej postaci dochodzącego do siebie po wylewie obrońcy i towarzyszącej mu pielęgniarki, zaskakujący finał pozbawiony jest moralizatorskiej wstawki, akcja zaś zamiast po II Wojnie Światowej rozgrywa się we wczesnych latach 20 - tych. 
Podobnie jak w I nie było już nikogo tak i tutaj słowem-kluczem na który postawiła Sarah Phelps jest zeitgeist - duch epoki. 

W I nie było już nikogo dramat uwięzionych na wyspie i walczących o przeżycie ludzi osadzony był w kontekście rychłego wybuchu II Wojny Światowej, co dodawało całości lekko apokaliptycznego posmaku.

W Świadku oskarżenia historia jeszcze bardziej daję się we znaki - 5 lat po zakończeniu Wielkiej Wojny, która wstrząsnęła niejednym pokoleniem,  Londyn (ponury jak w mało której adaptacji) jest pełen bezrobotnych weteranów tzw. "niepotrzebnych ludzi" w różnym wieku. 
Należy też do nich Leonard Vole (zagrany ujmująco przez stosunkowo nieznanego Billy'ego Howle'a) regularnie wyrzucany z mniej lub bardziej upokarzających posad. Jego towarzyszka, aktorka kabaretowa Romaine w wojnie straciła wszystkich, a jako Austriaczka w ksenofobicznej i pamiętającej o wojennych urazach Anglii traktowana jest okropnie. 
Skutki wojny boleśnie odczuwa też druga para, wydawałoby się nie mająca nic wspólnego z Vole'ami - szarzy przedstawiciele klasa średniej - wiecznie kaszlący adwokat Mayhew i jego milcząca żona.
Jedynie znudzona pieniędzmi, starzejąca się Wielka Dama (w tej roli Kim "Sex in the City" Cantrall) prowadzi pod okiem czułej i zaborczej pokojówki Janet (Monica Dolan) stosunkowo beztroski i nie zmieniony przez wojnę żywot, ale jak wiemy żywot ów już wkrótce przestanie jej ciążyć.

Kim Cantrall jako Emily French i Billy Howle jako Leonard Vole. Zdjęcie ze strony https://www.thesun.co.uk


Kreacje aktorskie w większości są fantastyczne - Toby Jones, który już raz genialnie zagrał u Jarrolda w The Girl, daje rewelacyjny popis jako dręczony tęsknotą i poczuciem winy Mayhew. Chłopięcy Leonard Vole w wykonaniu Billy'ego Howle'a to jednocześnie młody drapieżca (który nie waha się pasożytować na kobiecie), ale też wcielona niewinność (jest zupełnie inny od grających go poprzedników Tyrone Powersa i Beau Bridgesa)
Występująca jako żona Mayhew Hayley Carmichael  daje występ dyskretny, ale w jej cichości i zwyczajności jest coś porażającego, duże pole do popisu ma też Monika Dolan w rozszerzonej roli pokojówki Janet. Dolan, również aktorka Jarrolda, świetnie wypada w rolach skrzywionych psychicznie, lekko strasznych kobiet na krawędzi obłędu. 
I trzeba obiektywnie przyznać, że epizodyczna rola Kim Cantrall nie odstaje poziomem od pozostałych kreacji - jej bogata, neurotyczna bohaterka ani razu nie ociera się o śmieszność. Cantrall nie szarżuje, a melancholijny smutek w jaki wyposaża panią French dobrze współgra z niebezpieczną zaborczością Janet. 

Jarrold i Phelps wykonali niezłą robotę. Umiejętnć kreowania odpowiedniej atmosfery, oko do detali i zamiłowanie do kameralnych dramatów Jarrolda sprawdza się tu bardzo dobrze. Phelps zaś nie sposób odmówić ambitnego i świeżego spojrzenia na fabułę. Tylko, jak mam wrażenie, w swojej adaptacji za bardzo odeszła od klasycznej formuły kryminału. Ale o tym za chwilę. 
Najpierw problem Andrei Riseborough.


Świadek oskarżenia jest tak naprawdę sztuką jednego aktora. Morderstwo, uwięzienie Vole'a, śledztwo - wszystko to jest interesujące, ale całość pomyślana jest tak by widza obchodziła głównie pełna sprzeczności, charyzmatyczna Romaine.
Czy to zimna femme fatale i wyrachowana kłamczucha czy może jednak oddana żona? Jakie tak naprawdę są jej intencje? Jest manipulatorką czy manipulowaną? 
Jej osobowość skrzy się dziesiątkami rozmaitych odcieni i suspens całej sztuki, opiera się głównie na tej postaci. Przyjęło się, że rolę obsadza się gwiazdą o ustalonej renomie - Romaine grały Marlene Dietrich i Diana Rigg, . 
Jarrold i Phelps postanowili odmłodzić parę Vole'ów by ustawić ich w ciekawej kontrze do małżeństwa Mayhew, ale czemu stanęło akurat na Andrei Risebroough? 
Pomijając epizod w oskarowym Birdmanie, aktorka miała dotychczas okazje prezentować się głównie w filmach klasy B jak W.E w reżyserii Madonny czy thriller Kryptonim Shadow Dancer. I niestety zarówno na tle swoich  poprzedniczek jak i pozostałych aktorów z planu wypada co najmniej słabo. Stara się być intrygująca, stara się przerażać, ale no właśnie - stara się. Obojętnie czy śpiewa melancholijną piosenkę w kabarecie czy akurat zwodzi aparat sprawiedliwości, rezultat jest tak samo nieciekawy. 

Toby Jones jako cierpiący Mayhew i Hayley Carmichael jako jego żona. Zdjęcie ze strony www.thesun.com


I zmiany w fabule. U Agathy Christie dramat ludzki jak wiadomo występuję bardzo, bardzo często, ale  sądząc po ostatnich adaptacjach - współczesny widz oczekuje więcej niż li i jedynie morderstwo i związany z nim przekrój emocji. W Świadku oskarżenia poza nadprogramowym i raczej niepotrzebnym epatowaniem makabrą (vide scena z kotem) mamy też prawdziwy kryzys egzystencjalny, który dotyka praktycznie każdego z bohaterów, a najbardziej adwokata Mayhew. Mayhew i jego nieszczęścia, poczucie winy, rozliczne upokorzenia, utrata złudzeń i lawina wyrzutów sumienia to tak naprawdę główni bohaterowie filmu. Wątek kryminalny i cały suspens otrzymujemy niejako przy okazji, to prawie wątek poboczny, kolejne z nieszczęść adwokata
Kiedy ujawnia się niezbędne w każdym whodunnit rozwiązanie zagadki, nie jesteśmy nawet w połowie tak poruszeni  jak podczas finałowej sceny z żoną, w której Mayhew pozbywa się ostatnich złudzeń co do swojego małżeństwa. Więc bardziej telewizyjny dramat, a mniej trzymający w napięciu kryminał. Ponura wiwisekcja żywota a la Ingmar Bergman zastąpiła suspens Hitchcocka.  
Jestem osobiście przerażona tym przesunięciem akcentów i boję się co w takim razie czeka nas w Próbie niewinności

¹Opowiadanie zostało wydane w tomie The Hound of Death (u nas jako Świadek oskarżenia) w 1933 roku.